epoki, analiza wierszy, słownik terminów literackich

Analiza i interpretacja satyry Ignacego Krasickiego “Żona modna”. Zobacz informacje o epoce oświecenia i biografię poety w Wikipedii.

t e k s t s t r e s z c z e n i e  /  b u d o w a
“A ponieważ dostałeś, coś tak drogo cenił,
Winszuję, panie Pietrze, żeś się już ożenił”.
– “Bóg zapłać”. – “Cóż to znaczy? Ozięble dziękujesz,
Alboż to szczęścia swego jeszcze nie pojmujesz?
Czyliż się już sprzykrzyły małżeńskie ogniwa?”
– “Nie ze wszystkim; luboć to zazwyczaj tak bywa,
Pierwsze czasy cukrowe”. – “Toś pewnie w goryczy?”
– “Jeszczeć!” – “Bracie, trzymaj więc, coś dostał w zdobyczy!
Trzymaj skromnie, cierpliwie, a milcz tak jak drudzy,
Co to swoich małżonek uniżeni słudzy,
Z tytułu ichmościowie, dla oka dobrani,
A jejmość tylko w domu rządczyna i pani,
Pewnie może i twoja?” – “Ma talenta śliczne:
Wziąłem po niej w posagu cztery wsie dziedziczne,
Piękna, grzeczna, rozumna”. – “Tym lepiej”. – “Tym gorzej.
Wszystko to na złe wyszło i zgubi mnie sporzej;
Piękność, talent wielkie są zaszczyty niewieście,
Cóż po tym, kiedy była wychowana w mieście”.
– “Alboż to miasto psuje?” – “A któż wątpić może?
Bogdaj to żonka ze wsi!” – “A z miasta?” – “Broń Boże!
Źlem tuszył, skorom moją pierwszy raz obaczył,
Ale, żem to, co postrzegł, na dobre tłumaczył,
Wdawszy się już, a nie chcąc dla damy ohydy,
Wiejski Tyrsys, wzdychałem do mojej Filidy.
Dziwne były jej gesta i misterne wdzięki,
A nim przyszło do szlubu i dania mi ręki,
Szliśmy drogą romansów, a czym się uśmiechał,
Czym się skarżył, czy milczał, czy mówił, czy wzdychał,
Wiedziałem, żem niedobrze udawał aktora,
Modna Filis gardziła sercem domatora.
I ja byłbym nią wzgardził; ale punkt honoru,
A czego mi najbardziej żal, ponęta zbioru,
Owe wioski, co z mymi graniczą, dziedziczne,
Te mnie zwiodły, wprawiły w te okowy śliczne.
Przyszło do intercyzy. Punkt pierwszy: że w mieście
Jejmość przy doskonałej francuskiej niewieście,
Co lepiej (bo Francuzka) potrafi ratować,
Będzie mieszkać, ilekroć trafi się chorować.
Punkt drugi: chociaż zdrowa, czas na wsi przesiedzi,
Co zima jednak miasto stołeczne odwiedzi.
Punkt trzeci: będzie miała swój ekwipaż własny.
Punkt czwarty: dom się najmie wygodny, nieciasny,
To jest apartamenta paradne dla gości,
Jeden z tyłu dla męża, z przodu dla jejmości.
Punkt piąty: a broń Boże! – Zląkłem się. A czego?
“Trafia się – rzekli krewni – że z zdania wspólnego
Albo się węzeł przerwie, albo się rozłączy!”
“Jaki węzeł?” “Małżeński”. Rzekłem: “Ten śmierć kończy”.
Rozśmieli się z wieśniackiej przytomni prostoty.
A tak płacąc wolnością niewczesne zaloty,
Po zwyczajnych obrządkach rzecz poprzedzających
Jestem wpisany w bractwo braci żałujących.
Wyjeżdżamy do domu. Jejmość w złych humorach:
Czym pojedziem?” “Karetą”. “A nie na resorach ?”
Daliż ja po resory. Szczęściem kasztelanie,
Co karetę angielską sprowadził z zagranic,
Zgrał się co do szeląga. Kupiłem. Czas siadać.
Jejmość słaba. Więc podróż musiemy odkładać.
Zdrowsza jejmość, zajeżdża angielska kareta.
Siada jejmość, a przy niej suczka faworyta.
Kładą skrzynki, skrzyneczki, woreczki i paczki,
Te od wódek pachnących, tamte od tabaczki,
Niosą pudło kornetów, jakiś kosz na fanty;
W jednej klatce kanarek, co śpiewa kuranty,
W drugiej sroka, dla ptaków jedzenie w garnuszku,
Dalej kotka z kocięty i mysz na łańcuszku.
Chcę siadać, nie masz miejsca; żeby nie zwlec drogi,
Wziąłem klatkę pod pachę, a suczkę na nogi.
Wyjeżdżamy szczęśliwie, jejmość siedzi smutna,
Ja milczę, sroka tylko wrzeszczy rezolutna.
Przerwała jejmość myśli: “Masz waćpan kucharza ?”
“Mam, moje serce”. “A pfe, koncept z kalendarza,
Moje serce! Proszę się tych prostactw oduczyć!”
Zamilkłem. Trudno mówić, a dopieroż mruczyć.
Więc milczę. Jejmość znowu o kucharza pyta.
“Mam, mościa dobrodziejko”. “Masz waćpan stangryta?”
“Wszak nas wiezie”. “To furman. Trzeba od parady
Mieć inszego. Kucharza dla jakiej sąsiady
Możesz waćpan ustąpić”. “Dobry”. “Skąd?” “Poddany”.
“To musi być zapewne nieoszacowany –
Musi dobrze przypiekać reczuszki, łazanki,
Do gustu pani wojskiej, panny podstolanki.
Ustąp go waćpan. Przyjmą pana Matyjasza,
Może go i ksiądz pleban użyć do kiermasza.
A pasztetnik?” “Umiał ci i pasztety robić”.
“Wierz mi waćpan, jeżeli mamy się sposobić
Do uczciwego życia, weźże ludzi zgodnych,
Kucharzy cudzoziemców, pasztetników modnych,
Trzeba i cukiernika. Serwis zwierściadlany
Masz waćpan i figurki piękne z porcelany ?”
“Nie mam”. “Jak to być może? Ale już rozumiem
I lubo jeszcze trybu wiejskiego nie umiem,
Domyślam się. Na wety zastawiają półki,
Tam w pięknych piramidach krajanki, gomółki,
Tatarskie ziele w cukrze, imbier chiński w miodzie,
Zaś ku większej pociesze razem i wygodzie
W ładunkach bibułowych kmin kandyzowany,
A na wierzchu toruński piernik pozłacany.
Szkoda mówić, to pięknie, wybornie i grzecznie,
Ale wybacz mi waćpan, że się stawię sprzecznie.
Jam niegodna tych parad, takiej wspaniałości”.
Zmilczałem, wolno było żartować jejmości.
Wjeżdżamy już we wrota, spojźrzała z karety:
“A pfe, mospanie, parkan, czemu nie sztakiety?”
Wysiadła, a z nią suczka i kotka, i myszka;
Odepchnęła starego szafarza Franciszka,
Łzy mu w oczach stanęły, jam westchnął. W drzwi wchodzi.
“To nasz ksiądz pleban!” “Kłaniam”. Zmarszczył się dobrodziej.
“Gdzie sala?” “Tu jadamy”. “Kto widział tak jadać!
Mała izba, czterdziestu nie może tu siadać”.
Aż się wezdrgnął Franciszek, skoro to wyrzekła,
A klucznica natychmiast ze strachu uciekła.
Jam został. Idziem dalej. “To pokój sypialny”.
“A pokój do bawienia?” “Tam, gdzie i jadalny”.
“To być nigdy nie może! A gabinet ?” “Dalej.
Ten będzie dla waćpani, a tu będziem spali”.
“Spali? Proszę, mospanie, do swoich pokojów.
Ja muszę mieć osobne od spania, od strojów,
Od książek, od muzyki, od zabaw prywatnych,
Dla panien pokojowych, dla służebnic płatnych.
A ogród?” “Są kwatery z bukszpanu, ligustru”.
“Wyrzucić! Nie potrzeba przydatniego lustru,
To niemczyzna. Niech będą z cyprysów gaiki,
Mruczące po kamyczkach gdzieniegdzie strumyki,
Tu kiosk, a tu meczecik, holenderskie wanny,
Tu domek pustelnika, tam kościół Dyjanny.
Wszystko jak od niechcenia, jakby od igraszki,
Belwederek maleńki, klateczki na ptaszki,
A tu słowik miłośnie szczebiocze do ucha,
Synogarlica jęczy, a gołąbek grucha,
A ja sobie rozmyślam pomiędzy cyprysy
Nad nieszczęściem Pameli albo Heloisy…”
Uciekłem, jak się jejmość rozpoczęła zżymać,
Już też więcej nie mogłem tych bajek wytrzymać,
Uciekłem. Jejmość w rządy. Pełno w domu wrzawy,
Trzy sztafety w tygodniu poszło do Warszawy,
W dwa tygodnie już domu i poznać nie można,
Jejmość w plany obfita, a w dziełach przemożna,
Z stołowej izby balki wyrzuciwszy stare,
Dała sufit, a na nim Wenery ofiarę.
Już alkowa złocona w sypialnym pokoju,
Gipsem wymarmurzony gabinet od stroju.
Poszły słojki z apteczki, poszły konfitury,
A nowym dziełem kunsztu i architektury
Z półek szafy mahoni, w nich książek bez liku,
A wszystko po francusku: globus na stoliku,
Buduar szklni się złotem, pełno porcelany,
Stoliki marmurowe, zwierściadlane ściany.
Zgoła przeszedł mój domek warszawskie pałace,
A ja w kącie nieborak, jak płacę, tak płacę.
To mniejsza, lecz gdy hurmem zjechali się goście,
Wykwintne kawalery i modne imoście,
Bal, maszki, trąby, kotły, gromadna muzyka,
Pan szambelan za zdrowie jejmości wykrzyka,
Pan adiutant wypija moje stare wino,
A jejmość w kącie szepcząc z panią starościną,
Kiedy ja się uwijam jako jaki sługa,
Coraz na mnie pogląda, śmieje się i mruga.
Po wieczerzy fejerwerk. Goście patrzą z sali;
Wpadł szmermel między gumna, stodoła się pali.
Ja wybiegam, ja gaszę, ratuję i płaczę,
A tu brzmią coraz głośniej na wiwat trębacze.
Powracam zmordowany od pogorzeliska,
Nowe żarty, przymówki, nowe pośmiewiska.
Siedzą goście, a coraz więcej ich przybywa,
Przekładam zbytni ekspens, jejmość zapalczywa
Z swoimi czterma wsiami odzywa się dwornie.
“I osiem nie wystarczy” – przekładam pokornie.
“To się wróćmy do miasta”. Zezwoliłem, jedziem;
Już tu od kilku niedziel zbytkujem i siedziem.
Już… ale dobrze mi tak, choć frasunek bodzie,
Cóż mam czynić? Próżny żal, jak mówią, po szkodzie”.
Dama francuska z XVII wieku

Dama francuska z XVII wieku

Satyra ta została napisana wierszem i ma formę dialogu. Przysłuchujemy się rozmowie dwóch kolegów, Piotra i przyjaciela Piotra. Ten drugi gratuluje mu ożenku. Piotr nie jest za bardzo szczęśliwy. Pomimo wielu zalet swojej żony, a także majątku, który otrzymał z jej posagu – 4 wsie – narzeka na jej miejskie wychowanie i maniery. Prześledźmy wszystko szczegółowo.

Piotr przed ślubem jeździł do swojej wybranki serca, aby z nią romansować i zdobywać jej serce. Już wówczas nie podobały mu się jej maniery, ale postawił sobie zdobycie jej za punkt honoru. Przeważyły jednak owe wioski, jakie miała wnieść w wianie, bowiem ziemie te graniczą z jego ziemiami.

Przed ślubem też spisano intercyzę, czyli umowę prawną. W niej młoda pani zagwarantowała sobie, że będzie miała francuską damę do towarzystwa i ilekroć będzie chora, zamieszka w mieście. Ponadto zimę będzie spędzała w mieście, będzie miała swój powóz i wynajmą w mieście skromny dom, gdzie mąż będzie miał pokój osobny. Rodzina śmiała się z niego i z tej umowy.

Pierwszego dnia po ślubiezaczęła się jego męka. Wraz z żoną miał jechać na wieś. Żona zażyczyła sobie karety na resorach w miejsce zwykłego powozu. Dlatego on musiał kupić karetę angielską. Wówczas pani zachorowała i musiał odłożyć podróż. Z kolei gdy wyzdrowiała, wsiadła do karety, ale zabrała ze sobą tyle niepotrzebnych rzeczy i wszystkie swoje zwierzęta, że zabrakło miejsca siedzącego dla męża. W końcu wziął na kolana psa a pod pachę klatkę z kanarkiem i tak ruszyli w drogę.

Podczas drogi żona zaczęła wypytywać go o wszystko. Gdy on udzielił pierwszej odpowiedzi, zakończył określeniem “Moje serce” wypowiedzianym pod adresem żony. Ofuknęła go za to bardzo i prosiła, aby więcej takich prostackich zwrotów nie używał. Następnie spytała o stangreta, poprosiła, aby zatrudnił nowego od parady, a także kazała mu zwolnić kucharza i przyjąć niejakiego, potem spytała o pasztetnika. Piotr stwierdził, że kucharz potrafi robić pasztety, ale żona poprosiła, aby wziął ludzi modnych zza granicy. Powinien także zatrudnić cukiernika, zdaniem żony. Zapytała o zastawy stołowe z porcelany i bardzo się zdziwiła, gdy mąż odpowiedział, że takowych nie posiada. Wyśmiała zwyczaj podawania deserów na półkach, na których poustawiane są różnego rodzaju przysmaki. Ona na to nie wyraża zgody.

Wjeżdżali już w bramę jego dworu, gdy zauważyła parkan, płot drewniany i ofuknęła go za to. Następnie wysiadając, nie podała dłoni Franciszkowi, służącemu, który pomagał gościom wysiąść z powozów, nie uszanowała też księdza, nawet na niego nie patrząc. Weszła od razu do jadalni i zaczęła ją krytykować. To była za mała jadalnia, aby pomieścić co najmniej 40 osób. Służba przestraszyła się jej i zaczęła uciekać.

Weszli do sypialni i tutaj też nie podobało się żonie, bo domagała się osobnej niż mąż sypialni, a ponadto pokojów do muzyki, bawialni, dla pokojówek, dla potrzeb garderoby. Następnie przeszli do ogrodu. Nakazała przerobić go na modę francuską. Zasadzić inne krzewy, dodać wanny, strumyki, gaje cyprysów, klateczki dla ptaków i mały salonik dla niej. Tam miała zamiar czytać o losach Pameli i Heloizy… Piotr miał dosyć tego gadania żony i uciekł z ogrodu.

Gdy żona zaczęła w domu swoje rządy, zaczął się hałas i rozkazy. W tygodniu do Warszawy jeździli kurierzy trzykrotnie, robiąc tam zakupy. Wkrótce dom szlachecki zamieniła niemal w pałac, wszędzie i wszystko przerabiając na modę francuską. Sypialnia i inne pokoje tonęły w ozdobach, w gabinecie pojawiły się barokowe gipsowe wykończenia i malowidła na suficie. Piotr zamienił się w sponsora wszelkich wymagań żony i siedział cicho, aby nie narażać się żonie.

Ich dwór zaczął tętnić życiem. Na zaproszenie żony pojawiło się mnóstwo gości. Odbywały się bale i przyjęcia. Któregoś dnia ktoś podpalił stodołę fajerwerkami. Mąż rzucił się gasić pożar, a pozostali dowcipkowali i śmiali się z niego. Żona zrobiła z niego po prostu służącego. Któregoś dnia w końcu powiedział żonie, odważył się, że w takim tempie ich majątek szybko zniknie i nie wystarczy nawet osiem wiosek. Wówczas żona namówiła go, aby wyjechali do miasta. Tak też zrobili. Właśnie Piotr opowiada, jak to siedzą w mieście od czterech dni i wydają pieniądze, a on nie ma nic do powiedzenia, bo żona z jego zdaniem się nie liczy. Wszytko to jednak jego wina i ma, czego chciał. Również w jego przypadku sprwadziło się powiedzenie, że mądry Polak po szkodzie.

Budowa wiersza

Satyra została napisana w formie dialogu. Poeta zastosował wiersz ciągły. Składa się on ze 172 wersów i w każdym występuje 13 zgłosek. Są tu rymy żeńskie sąsiednie, np.: cenił – ożenił, dziękujesz – pojmujesz.
Środki stylistyczne
– epitety: małżeńskie ogniwa, czasy cukrowe, talenta śliczne, dziwne gesta, misterne wdzięki i in.
metafory: „Modna Filis gardziła sercem domatora”, „tak płacąc wolnością niewczesne zaloty”, „Jejmość w plany obfita, a w dziełach przemożna” i in.

Życie na pokaz to domena żony modnej i próżnych ludzi

I n t e r p r e t a c j a

Dama francuska w XVIII w.

Dama francuska w XVIII w.

Poeta przedstawia rozmowę, z której wynika, że główna postać żony to osoba pełna pomysłów na kreowanie świata, ale posiada także wady. Kobieta ta dysponuje dużą wiedzą o modzie, bywała na dworach magnackich i pragnie wprowadzać wszystkie swoje pomysły w życie. Wyszła jednak za mąż za nieco mniej zamożnego szlachcica, czego zdaje się nie zauważać. Pani ta ma tylko dwie wady: nie zna wartości pieniędzy i pracy, jaką trzeba włożyć, by zyskać środki finansowe na zaspokojenie jej “artystycznych potrzeb” związanych z modą, a drugą wadą jej charakteru jest brak skromności i chęć dominacji nad otoczeniem. Ze swojego domu pragnie uczynić dwór magnacki. Ważny jest dla niej efekt i rozgłos w towarzystwie, a nie dobro rodziny. Bardzo chce przez to być modna, ale czy moda zawsze i we wszystkich okolicznościach jest ważna? Czy bycie modnym i związane z tym koszta to priorytet małżeństwa?

Tytułowa żona modna jest osobą zaborcza i stanowczą.  Z męża zrobiła pantoflarza, czyli kogoś, z czyim zdaniem nie trzeba się liczyć. Pragnie mieć osobną służbę i pokoje, a także apartamenty w mieście, ponieważ nie lubi się nudzić i pragnie żyć intensywnie. Nie znosi wiejskiego życia i marzy, aby jej dom stanowił regionalne centrum mody, kultury czy też obyczajów. Wszystkie swoje pomysły na organizację życia pobiera z mody francuskiej, tak chętnie w oświeceniu kopiowanej przez polską szlachtę. Ponadto żona Piotra jest osobą zarozumiałą, ponieważ nie liczy się z jego zdaniem, a także rozrzutną i nieskromną, pyszną i zadufaną w sobie, gdyż nie liczy się z kosztami stawianych przez siebie żądań, pragnie sławy i poklasku, chce olśnić okoliczną szlachtę i “zadać szyku”, robi wszystko na pokaz. Jest typem naiwnego człowieka, który uważa, że może być lub powinien stać się wzorem do naśladowania dla innych.

Piotr ukazany przez Krasickiego to przykład mężczyzn wyrachowanego i naiwnego. Z rozmowy z przyjacielem wynika, iż pewnie porzuciłby chęć połączenia swojego życia z przyszłą żoną, gdyby nie piękne wioski, majątek, jaki ona posiada. Przeważył fakt, iż ziemie narzeczonej i późniejszej małżonki leżą tuż przy jego posiadłościach. Kierował się w wyborze żony sprawami materialnymi. Dał się zmanipulować i wykorzystać żonie już podczas pisania intercyzy. Wszystkie jej wymagania przyjmował z pokorą, włącznie z pragnieniem samodzielnego domu w mieście i osobnych pokojów dla siebie i męża. Wszystkie też zachcianki żony wypełniał skrupulatnie, ponieważ liczył się dla niego tylko majątek. Był w swoim myśłeniu bardzo naiwnym człowiekiem i wkrótce stał się pantoflarzem, mężem zupełnie zależnym od decyzji żony.

Związek małżeński stworzony przez bohaterów satyry Ignacego Krasickiego nosi znamiona złego i zepsutego. Oboje małżonkowie raczej nie kierują się w życiu miłością wzajemną do siebie. Kobieta wyszła za mąż za Piotra, gdyż gwarantował jej wysoki status społeczny i wygodne życie. Z kolei Piotrowi zależało na powiększeniu majątku ziemskiego. Żona żyła na pokaz, robiąc wszystko, aby zasłynąć z modnego życia w okolicy. Mężowi zależało na opiniach największego właściciela ziemskiego. Nie było między nimi dialogu partnerskiego, tylko wymagania żony i jej żądania. Ani Piotr, ani jego żona nie mogli cieszyć się wspólnym życiem na łonie rodziny, ich oczekiwania względem siebie bardzo się rozmijały.

Satyra krytykuje zaślepienie modą, ale nie tylko. Zmorą – wadą czasów oświecenia było kopiowanie francuszczyzny. Wszystko, co pochodziło z Francji, polska szlachta przyjmowała jako dogmat w dziedzinie mody i konwenansów. Zanikała polska tradycja, narodowa kultura i język. Szlachta i arystokracja rozmawiała ze sobą po francusku. “Żona modna” więc to satyra na “małpowanie” wzorców kulturowych od Francuzów, ale też poeta wyraźnie przedstawia wady ludzkie typu: próżność, wyrachowanie, naiwność, pychę i głupotę ludzką. Pokazuje konsekwencje związków małżeńskich, których siłą łączącą jest majątek a nie uczucia.

 

Tak między nami…

Modnisia

W polskiej i europejskiej kulturze od najmłodszych lat kobiety są wychowywane w kulcie urody, piękna i mody. Dlatego też małe dziewczynki stroją się przed lustrem i są wówczas w swoim żywiole. W klasach starszych, 5-6 uczennice przynoszą ze sobą do szkoły kosmetyki i zaczynają się malować. W szkole nie ma mody na ubieranie się, dominują raczej trendy dżinsowe, a dziewczęta (chłopcy także) są granatowe w różnych odcieniach. Gdy jakiś uczeń wyróżnia się ubiorem od pozostałych, ma poczucie, że nie pasuje do otoczenia i kolejnego dnia woli się przebrać w rzeczy przeciętne.

W starszych klasach gimnazjum i w szkole średniej dziewczęta używają kosmetyków i farb do włosów, szamponów, odżywek i wszystkiego, co jest modne na rynku, włącznie z wizytami u kosmetyczek i fryzjerów. Nie dotyczy to ubrań, bo zasada skromnego dżinsowego szkolnego przebrania dominuje i tutaj. Co by się jednak stało, jak wyglądałaby szkoła, gdyby dziewczęta zaczęły postępować tak, jak żona bohatera satyry Krasickiego? Szkoła zamieniłaby się w… wybieg, czyli miejsce pokazu mody. Czy to byłoby złe? Z pewnością nie dla samopoczucia dziewcząt z natury obdarzonych poczuciem piękna i estetyki. Nauka jednak zeszłaby na plan drugi. Co robiliby chłopcy, którzy z kolei z natury stronią od luster i mody? Chodziliby na siłownie trenować mięśnie? Raczej na komputery ćwiczyć kciuki i palce na myszkach i joystickach.

Zarówno w odniesieniu do mody jak i charakteru płci ważne jest, aby zachować umiar. Postępowanie żony modnej dowodzi, iż ludzie potrafią zapomnieć o realnym świecie i poddać się ideom, które po pierwsze nie są stosowne do okoliczności, po drugie ich realizacja przekracza możliwości finansowe konkretnych idealistów. To dobrze, gdy ma się jakieś ideały, wzorce, pasje, chce się być modnym i na bieżąco iść za trendami światowymi. Jednak należy pamiętać, co jest celem głównym w życiu i w związku dwojga ludzi. W szkole zaś najważniejsza jest nauka i nie ma ocen za modne ubiory czy fryzury.

Być modnym, wyróżniać się z tłumu, mieć teatr i scenę, na której się gra… Każdy tego pragnie.

REKLAMA

4 odpowiedzi na „Żona modna”

  • Możesz napisać, iż satyra uczy, aby zauważać u innych i u siebie negatywne cechy, jakie posiada szlachcianka i szlachcic – ona zadufana w sobie, zapatrzona w modę francuską, ignoruje uczucia… Z kolei szlachcic to człowiek bardzo wyrachowany, pragnął mieć nie żonę, ale jej majątek, jest też oślepiony urodą żony i zakompleksiony, ponieważ stara się spełnić nawet najmniej sensowne życzenia ukochanej… więcej w INTERPRETACJI powyżej.

  • Bardzo dużo informacji, ale przydatnych. Przydałaby się informacja czego ma uczyć ten utwór. ;)

  • super :) bardzo pomocna :)

  • jest to super opis całej bajki , dzięi bo okazało się bardzo przydatne!!!!!!!!

Dodaj komentarz


Reklamy Prolink: