epoki, analiza wierszy, słownik terminów literackich

Analiza i interpretacja wiersza Szymona Szymonowica “Żeńcy”. Zobacz informacje o epoce renesansu i biografię poety w Wikipedii.

t e k s t i n t e r p r e t a c j a
OLUCHNA
Już południe przychodzi a my jeszcze żniemy;

Czy tego chce urzędnik, że tu pomdlejemy?
Głodnemu jako żywo syty nie wygodzi:
On nad nami z maczugą pokrząkając chodzi,
A nie wie, jako ciężko z sierpem po zagonie
Ciągnąć się. Oraczowi insza, insza wronie,
Chociaj i oracz chodzi za pługiem, i wrona,
Insza sierp w ręce, insza maczuga toczona.

Oluchna i Pietrucha to młode chłopki. Dzieczyny pracują na polu. Już południe, są głodne i sprawcowane, a jeszcze nie ma obiadu. Pytają, czy ekonom chce, aby omdlały z głodu? Chodzi on wokół i pilnuje je z kijem, jest syty, nie wie, co to żnąć – kosić (sierpem). Oluchna narzeka na ciężki los i pracę. Porównuje ją do pracy oracza, wrony, ekonoma.
PIETRUCHA
Nie gadaj głosem, aby nie usłyszał tego:
Abo nie widzisz bicza za pasem u niego?
Prędko nas nim namaca; zły, frymark – za słowa
Bicz na grzbiecie, a jam nań nie barzo gotowa.
Lepiej złego nie drażnić; ja go abo chwalę,
Abo mu pochlebuję i tak grzbiet mam w cale.
I teraz mu zaśpiewam, acz mi niewesoło;
Niesmaczno idą pieśni, gdy się poci czoło.
Słoneczko, śliczne oko, dnia oko pięknego!
Nie jesteś ty zwyczajów starosty naszego:
Ty wstajesz, kiedy twój czas, jemu się zda mało:
Chciałby on, żebyś ty od północy wstawało.
Ty bieżysz do południa zawsze swoim torem,
A on by chciał ożenić południe z wieczorem.
Starosto, nie będziesz ty słoneczkiem na niebie,
Inakszy upominek chowamy dla ciebie:
Chowamy piękną pannę abo wdowę krasną,
Źle się u cudzych żywić, lepiej mieć swą własną.
Pietrucha uprzedza Oluchnę, aby nie mówiła za głośno, bo urzędnik pilnujący ich usłyszy i dostanie biczem. Wolałaby nie dostać po grzebiecie-plecach. Lepiej więc nie drażnić ekonoma, a może zaśpiewać. Nie jest łatwo to robić, gdy po czole spływa gęsto pot, ale śpiewa.
W piosence o słonku widzimy aluzje do starosty i życia chłopów. Słońce wstaje, kiedy chce i wtedy zachodzi. Ma wyznaczone tory, po których się porusza. Starosta chciałby połączyć dzień z nocą, aby chłopi nie schodzili z pola i wciąż tylko pracowali. Najlepiej byłoby znaleźć staroście żonę, jakąś ładną pannę lub śliczną wdowę, aby mu gotowała. Chętniej by wówczas wracał do domu, a nie siedział z nimi na polu.
STAROSTA
Pietrucho, nierada ty robisz, jako baczę,
Chociaj ci nic młodego w pieluchach nie płacze.
Pożynaj, nie postawaj, a przyśpiewaj cudnie,
Jeszcze obiad nie gotów, jeszcze nie południe.
Starosta odzywa się i zauważa, że Pietrucha jakoś nie bardzo bierze się za pracę. Ne ma w domu dziecka i do nikogo jej się nie śpieszy. Zachęca ją do koszenia (pożynaj), bo jeszcze nie ma południa, obiad nie jest gotowy i jeszcze nie południe.
PIETRUCHA
Słoneczko, śliczne oko, dnia oko pięknego!
Nie jesteś ty zwyczajów starosty naszego.
Ty dzień po dniu prowadzisz, aż długi rok minie,
A on wszystko porobić chce w jednej godzinie.
Ty czasem pieczesz, czasem wionąć wietrzykowi,
Pozwolisz i naszemu dogadzasz znojowi,
A on zawsze: “Pożyńaj, nie postawaj” – woła
Nie pomniąc, że przy sierpie trójpot idzie z czoła.
Starosto, nie będziesz ty słoneczkiem na niebie!
Wiemy my, gdzie cię boli, ale twej potrzebie
Żadna tu nie dogodzi, chociajby umiała.
Siła tu druga umie, a nie będzie chciała,
Bo biczem barzo chlustasz.
Bodaj ci tak było,
Jako się to rzemienie u bicza zwiesiło.
Pietrucha śpiewa znowu o słoneczku, które ma inne zwyczaje niż starosta. Słońce pracuje codziennie i na noc idzie spać, przez cały rok. Starosta chciałby zrobić wszystko jednego dnia. Słonko pozwala wiać wietrzykowi, aby pomógł odpoczywać ludziom zmęczonym pracą, a starosta tylko powtarza: “Pożynaj” (żnij – koś) i nie pozwala przestawać. Podczas pracy dziewczyny strasznie się męczą i pot płynie im z czoła. Starosta nie będzie nigdy ich słoneczkiem. Dziewczyny wiedzą, dlaczego
jest taki, bo nie ma kobiety. Złorzeczą mu, niech ma źle w życiu za to, że tak biczem ich bije.
STAROSTA
Pożynaj, nie postawaj.
I ty byś wolałaInszego bicza zażyć;
tylko byś igrała.Zażywaj teraz tego!
Barzoć widzę śmieszno!
Pociągaj za inszymi i zażynaj śpieszno.
Starosta upomina dziewczynę, aby kosiła, bo dostanie biczem. Ma trzymać się tempa i kosić tak, jak inni.
PIETRUCHA
Słoneczkó, śliczne oko, dnia oko pięknego!
Nie jesteś ty zwyczajów starosty naszego:
Ciebie czasem pochmurne obłoki zasłonią,
Ale ich prędko wiatry pogodne rozgonią,
A naszemu staroście nie patrz w oczy śmiele,
Zawsze u niego chmura i kozieł na czele.
Ty rosę hojną dajesz po ranu wstawając,
I drugą także dajesz wieczór zapadając.
U nas post do wieczora zawsze od zarania,
Nie pytaj podwieczorku, nie pytaj śniadania.
Starosto, nie będziesz ty słoneczkiem na niebie!
Ni panienka, ni wdowa nie pójdzie za ciebie.
Wszędzie cię, bo nas bijasz, wszędzie osławiemy,
Babę, boś tego godzień, babę-ć narajemy,
Babę o czterech zębach.
Miło będzie na cię
Patrzyć, gdy przy niej siędziesz jako w majestacie,
A ona cię nadabnie będzie całowała,
Jakoby cię też żaba chrapawa lizała.
Pietrucha śpiewa o słoneczku, ale naprawdę o staroście. Słoneczko czasem zakrywa się chmurami i pozwala ludziom odpocząć od siebie i upału. Starosta wciąż patrzy się i pilnuje. Zawsze ma pochmurne czoło, jest zły, gdy tylko zobaczy, że one nie pracują. Słońce daje rosę, pokarm przyrodzie rano i wieczorem, a starosta swoich pracowników głodzi (pości) całymi dniami, nie mówiąc o podwieczorku. Starosta nie będzie ich słoneczkiem na niebie. Żadna panienka ani wdowa nie wyda się za niego, gdyż one/dziewczyny wszystkim powiedzą, że je bije. Jakąś babę najwyżej mu podsuną. Będzie miała tylko cztery zęby. Miło będzie się im patrzyć na nich, jak starosta siedzi niczym na tronie a ona będzie go całowała, jak brzydka (chrapawa) żaba.
OLUCHNA
Szczęście twoje, że odszedł starosta na stronę:
Wzięłabyś była pewnie na boty czerwone
Abo na grzbiet upstrzony za to winszowanie.
Słyszysz, jakie Maruszce tam daje śniadanie?
A słaba jest, nieboga: dziś trzeci dzień wstała
Z choroby, a przedsię ją na żniwo wygnała
Niebaczna gospodyni. Tak ci służba umie!
Rzadko czeladnikowi kto dziś wyrozumie.
Patrz, jako ją katuje: za głowę się jęła
Nieboga, przez łeb ją ciął, krwią się oblinęła.
Podobno mu coś rzekła, każdemu też rada
Domówi. Tak to bywa, gdy kto siła gada.
Dobrze mieć, jako mówią, język za zębami:
I my mu dajmy pokój, choć, żartuje z nami.
Żart pański stoi za gniew i w gniew się obraca.
Ty go słówkiem, a on cię korbaczem namaca.
Oluchna mówi Pietrusze, że na szczęście starosta odszedł i nie słyszał tych życzeń śpiewanych przez nią, inaczej oberwałaby po twarzy, po plecach, aż cała byłaby czerwona. Właśnie starosta udziela teraz lekcji posłuszeństwa Maruszce. Nie idzie jej praca, ponieważ była chora i dopiero od trzech dni wraca do zdrowia. Gospodynie wysłała ją na żniwa. Uderzył ją starosta przez głowę i Maruszka płacze, za głowę się łapie. Chyba mu coś odpowiedziała, że się zdenerwował, bo ona jest taka gadatliwa. Trzeba wyciągnąć z tego naukę i lepiej się nie odzywać, bo dziewczyny też mogą oberwać. lepiej staroście dać spokój i nie przygadywać, bo żarty z pana mogą obrócić się w jego gniew. Może też użyć korbacza (bat na krótkim trzonku).
PIETRUCHA
Dobrze radzisz. Mnie się on, widzę, nie przeciwi,
Ale lepszy z nim pokój: co się często krzywi,
Złomić się może; przyjdzie jedna zła godzina,
A częstokroć przyczyną bywa nie przyczyna.
Dobry on barzo człowiek, by go nie psowała
Domowa swacha; ta go właśnie osiodłała
I rządzi nim, jako chce, a on się jej daje
Za nos wodzić. Podczas mu ledwie nie nałaje.
Na kogo ona chrap ma, może i od niego
Spodziewać się, że go co potka niesmacznego.
Więc mu nie wierzy; to już zawsze fasoł w domu;
I przemówić do niego nie wolno nikomu.
Pietrucha zgadza się z Oluchną. Mimo że dziewczyna się go nie boi, jej nie uderzy, to lepiej faktycznie dać mu spokój. Często brak przyczyny gniewu może ten gniew wywołać. Osiodłała go domowa swacha (swatka). Rządzi nim i wodzi za nos, a on wszystko, co ona mówi, wykonuje. W domu nie ma spokoju i radości, lepiej też do niego nic nie mówić.
OLUCHNA
To prawda. Niedawnośmy len w dworze czosały,
On stał nad nami, tam się z nim coś rozmawiały
Dwie komornice: ona kędyś podsłuchała
Za ścianą; jako jędza do nas przybieżała.
Ni z tego, ni z owego poczęła bić one
Komornice; sam zaraz ustąpił na stronę,
Potem wszystkie łajała, drugie rozegnała;
Nam, cośmy pozostały, jeść przedsię nie dała.
Oluchna również przypomina sobie sytuację, kiedy ta zła kobieta z zazdrości pobiła dziewczyny. Gdy czesały len i starosta był przy nich, uśmiechał się, to ona znienacka przypadła i zaczęła bić dziewczyny. Nie dostały też jeść przez to.

Praca pańszczyźniana była niewolnictwem..

I jeszcze…

“Żeńcy” to utwór Szymona Szymonowica, wydany w zbiorze “Sielanki” w 1614 roku, niezaliczany jednak do tytułowego gatunku. W przedstawionym fragmencie widzimy ciężką pracę kobiet na polu podczas żniw (żąć – kosić zboże). Oluchna i Pietrucha to dziewczyny ciężko pracujące na polu. Pietrucha jest odważną dziewczyną i gdy tylko starosta pojawia się niedaleko, śpiewa piosenki o słoneczku. Gdy nadzorca znika gdzieś daleko od przcujących, piosenka o słonku przemienia się w kpiny ze starosty. Pietrucha z kolei uspokaja koleżankę i boi się, ostrzega, aby przestała narzekać, bo może dostać batem. Starosta to człowiek bez skrupułów, czasami nie ma żadnych ludzkich uczuć, pastwi się nad chłopami jak nadzorca nad niewolnikami.

P. Breugel "Żniwa"

P. Breugel – Żniwa

Sielanka to opis spokojnego i przyjemnego życia na wsi. W tym sensie “Żeńcy” nie są sielanką, ponieważ opisana w nich rzeczywistość to niewolnicza praca chłopek. W wyżej przedstawionym fragmencie (50% dzieła) widzimy próby rozmowy ciężko pracujących dziewcząt na polu. Ich zajęcie polega na koszeniu zboża, a robią to sierpem. Praca sierpem wymaga zgięcia się w pół, by kosić zboże blisko ziemi. Współcześnie tę pracę wykonują kombajny. Młode dziewczęta buntują się przeciwko tak ciężkiej pracy. Nie dość że są wykorzystywane, to jeszcze nie są dokarmiane, tracą siły i zalewają się potem. Przez cały czas starosta nadzoruje ich trud i nie odpuszcza nikomu, wciąż motywując chłopki, strasząc wszystkich batem. W końcu bije Maruszkę, któa zalewa się krwią, ponieważ spóźnia się i za wolno pracuje. To, że była chora, nie obchodzi gospodyni, która ją przysłała na pole. Nie przekonuje do innego traktowania także starostę.
Żeńcy w przeciwieństwie do “Pieśni świętojańskiej o Sobótce” Jana Kochanowskiego pokazują, że wieś nie jest rajem dla pracujących chłopów, niewolników pańskich.

Dodaj komentarz


Reklamy Prolink:  

This movie requires Flash Player 9