Epoki literackie, analizy wierszy, poradniki, słownik, piosenki

Treny – analiza i interpretacja wybranych trenów Jana Kochanowskiego. Zobacz informacje o epoce renesansu, a także biograficzną poety w Wikipedii.

t e k s t i n t e r p r e t a c j a

Tren I 

Wszytki płacze, wszytki łzy Heraklitowe
I lamenty, i skargi Symonidowe,
Wszytki troski na świecie, wszytki wzdychania
I żale, i frasunki, i rąk łamania,
Wszytki a wszytki za raz w dom się mój noście,
A mnie płakać mej wdzięcznej dziewki pomożcie,
Z którą mię niepobożna śmierć rozdzieliła
I wszytkich moich pociech nagle zbawiła.
Tak więc smok, upatrzywszy gniazdko kryjome,
Słowiczki liche zbiera, a swe łakome
Gardło pasie; tymczasem matka szczebiece
Uboga, a na zbójcę coraz się miece,
Prózno ! bo i na sarnę okrutnik zmierza,
A ta nieboga ledwe umyka pierza.
“Prózno płakać” – podobno drudzy rzeczecie.
Cóż, prze Bóg żywy, nie jest prózno na świecie?
Wszytko prózno! Macamy, gdzie miękcej w rzeczy,
A ono wszędy ciśnie! Błąd – wiek człowieczy!
Nie wiem, co lżej : czy w smutku jawnie żałować,
Czyli się z przyrodzeniem gwałtem mocować?

Kochanowski przy trumnie

Heraklit i Simonides pisali treny, utwory żałobne. Dlatego teraz poeta zwraca się do nich, aby pomogli mu wyrazić żal po śmierci jego córki. Zaprasza ich do siebie, by pomogli mu opłakiwać dziecko. Śmierć zabrała ją i rozdzieliła ojca z córką. Pozbawiła go wszystkich uciech, jakie dawało mu swoją obecnością i zachowaniem dziecko.Porównuje śmierć do wielkiego smoka, który upatrzy sobie pokryjomu jakieś gniazdo i później je napada. Porywa małe słowiki i zabiera ze sobą, pożera je, gdy matka za nimi tęskni i płacze. Nie ma jednak sił do walki z potworem, który także na sarnę porywa się, a ta w ostatniej chwili ucieka. Ludzie mówią, że płacz po stracie nic nie da, bo nic nie dzieje się bez Boga, tak widocznie miało być. Wszystko, co człowiek czyni, idzie na marne. Przypomina to dotykanie (macanie) różnych rzeczy, aby dotrzeć do prawdy. Często myli ludzi wiek. Młody wiek córki nie wskazywał na niebezpieczeństwo śmierci, a jednak zmarła. Poeta nie wie, czy ma płakać i żalić się na śmierć, czy walczyć ze sobą w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: dlaczego tak się stało i córeczka zmarła?

Bohaterem tego trenu jest Kochanowski. Rozważa w nim kwestię losu, jaki go spotkał. Śmierć odebrała mu najważniejszą z ludzi. Porównuje ją do smoka. Człowiek na próżno może gniewać się na nią, ona i tak jest silniejsza.

Tren VI

Ucieszna moja śpiewaczko! Safo słowieńska!
Na którą nie tylko moja cząstka ziemieńska,
Ale i lutnia dziedzicznym prawem spaść miała!
Tęś nadzieję już po sobie okazowała,
Nowe piosnki sobie tworząc, nie zamykając
Ustek nigdy, ale cały dzień prześpiewając,
Jako więc lichy słowiczek w krzaku zielonym
Całą noc prześpiewa gardłkiem swym ucieszonym.
Prędkoś mi nazbyt umilkła! Nagle cię sroga
Śmierć spłoszyła, moja wdzięczna szczebiotko droga!
Nie nasyciłaś mych uszu swymi piosnkami,
I tę trochę teraz płacę sowicie łzami.
A tyś ani umierając śpiewać przestała,
Lecz matkę, ucałowawszy, takeś żegnała
“Już ja tobie, moja matko, służyć nie będę
Ani za twym wdzięcznym stołem miejsca zasiędę;
Przyjdzie mi klucze położyć, samej precz jechać,
Domu rodziców swych miłych wiecznie zaniechać.”
To i czego żal ojcowski nie da serdeczny
Przypominać więcej, był jej głos ostateczny.
A matce, słysząc żegnanie tak żałościwe,
Dobre serce, że od żalu zostało żywe.

Radosna moja poetko, Słowiańska Safono (największa poetka antyku) – zwraca się apostrofą poeta do zmarłej córki. Miała po nim odziedziczyć nie tylko majątek ale też talent poetycki (lutnię). Okazywała jako dziecko zdolności twórcze, śpiewała sobie piosenki i sama je układała, całymi dniami potrafiła śpiewać. Porównuje ją do małego słowika, który całymi dniami siedzi na krzaku i śpiewa. Jednak za prędko zamilkła, nagle ją spłoszyła śmierć – zabrała z tego świata, małą szczebiotkę. Nie zdążył nacieszyć się jej śpiewem, a to, co zapamiętał, teraz rozczula go do łez. Nawet umierając, śpiewała. Pocieszała swoją matkę, mówiąc, iż dłużej nie będzie mogła za stołem u niej siedzieć – spożywać wspólnych posiłków, ani pomagać w gospodarstwie, będzie musiała oddać jej klucze i wyjechać stąd, zapomnieć o rodzinnym domu. Te słowa maleńkiej córki utkwiły w pamięci poety. Pamięta także jej głos i swoją żonę. Musiała mieć mocne serce, że po takim pożegnaniu z córką nie pękło jej z żalu. Bohaterem trenu jest Urszulka. Kochanowski wspomina jej ostatnie chwile życia. Miała być jego następczynią, ale śmierć ją zabrała znienacka.

Tren VII

Fraszka cnota ! – powiedział Brutus porażony…
Fraszka, kto się przypatrzy, fraszka z każdej strony!
Kogo kiedy pobożność jego ratowała?
Kogo dobroć przypadku złego uchowała?
Nieznajomy wróg jakiś miesza ludzkie rzeczy
Nie mając ani dobrych, ani złych na pieczy.
Kędy jego duch wienie, żaden nie ulęże;
Praw-li, krzyw-li, bez braku każdego dosięże.
A my rozumy swoje przedsię udać chcemy:
Hardzi miedzy prostaki, że nic nie umiemy,
Wspinamy się do nieba, boże tajemnice
Upatrując; ale wzrok śmiertelnej źrzenice
Tępy na to! Sny lekkie, sny płoche nas bawią,
Które się nam podobno nigdy nie wyjawią…
Żałości! co mi czynisz? Owa już oboje
Mam stracić: i pociechę, i baczenie swoje?

Brutus, umierając, powiedział, że cnota jest fraszką, błahostką, czyli niczym. Poeta cytuje tę opinię po to, aby móc ją potwierdzić w oparciu o własne doświadczenia. Rzeczywiście, powiada, iż wszystko co ludzi otacza jest fraszką. Pobożność, dobroć to dwie bardzo ważne cechy, a także wartości w życiu publicznym i społecznym renesansu. Jakiś wróg jednak miesza wszystkie wartości i zapomina o ich klasyfikacji, jakby nie było pomiędzy nimi różnicy. Gdy tan podstępny duch zacznie wiać – porównanie z wiatrem, nikt nie jest w stanie się obronić. Czy to człowiek prawy, czy zły, każdego dosięgnie i uczyni to, co zechce. Ludzie mądrzy próbują dociec przyczyny takiego postępowania, często hardzi, bo wykształceni, nie dają rady. “Wspinamy się do nieba” – kształcimy i osiągamy wyżyny ludzkich możliwości, ale ludzki wzrok za tępy na to, by odgadnąć tajemnicę życia i śmierci. Jedynie we śnie coś zaczyna się majaczyć, jakaś prawda… Poeta zwraca się do “żałości”, żalu i swojego stanu ducha. Stracił już córkę, a teraz traci wiarę. Bohaterem trenu jest Kochanowski. Widzimy go jako człowieka, który traci wiarę we wszystko to, w co wcześniej wierzył. Życie nazywa błahostką, fraszką, uważa, iż ktoś, coś miesza wszelkie wartości. Skoro on stara się być dobrym, niewinna także była jego córka, dlaczego śmierć dotknęła właśnie ją? Jest bardzo
rozżalony.

Tren VIII

Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,
Moja droga Orszulo, tym zniknieniem swoim!
Pełno nas, a jakoby nikogo nie było:
Jedną maluczką duszą tak wiele ubyło.
Tyś za wszytki mówiła, za wszytki śpiewała,
Wszytkiś w domu kąciki zawżdy pobiegała.
Nie dopuściłaś nigdy matce się frasować
Ani ojcu myśleniem zbytnim głowy psować,
To tego, to owego wdzięcznie obłapiając
I onym swym uciesznym śmiechem zabawiając.
Teraz wszytko umilkło, szczere pustki w domu,
Nie masz zabawki, nie masz rozśmiać się nikomu.
Z każdego kąta żałość człowieka ujmuje,
A serce swej pociechy darmo upatruje.

Wielką pustkę w domu uczyniłaś mi swoją śmiercią – jakby poeta żali się bezpośrednio zmarłej córeczce Orszuli (apostrofa). Jest ich w domu jeszcze kilkoro, ale bardzo im jej brakuje. Mimo iż była tylko malutką duszyczką, to jednak jej brak jest odczuwalny. Ona mówiła za wszystkich, śpiewała, wszystkie kąciki w domu zwiedzała, było jej pełno wszędzie. Nie pozwalała nigdy jednak, aby mama denerwowała się czy martwiła o nią, potrafiła przytulać się i udobruchać każdego. Jej śmiech bawił wszystkich domowników. Po jej śmierci świat ucichł, opustoszał dom. Nikt się nie bawi, nikt się nie śmieje, z każdego kąta unosi się żal, bo wszędzie widoczna jest pamięć po niej. Serce daremnie czeka na jakąś radość, pociechę. Bohaterem trenu jest zmarła Ula. Poeta wspomina ją i opisuje. To Urszula wnosiła do domu radość i zabawę, było jej wszędzie pełno: żywe srebro – jak się mawia współcześnie. Nigdy jednak nie naprzykrzała się i nie denerwowała rodziców, często potrafiła się przytulić i załagodzić każdą sytuację

Tren IX 

Kupić by cię, Mądrości, za drogie pieniądze!
Która, jesli prawdziwie mienią, wszytki żądze,
Wszytki ludzkie frasunki umiesz wykorzenić,
A człowieka tylko nie w anioła odmienić,
Który nie wie, co boleść, frasunku nie czuje,
Złym przygodom nie podległ, strachom nie hołduje.
Ty wszytki rzeczy ludzkie masz za fraszkę sobie,
Jednaką myśl tak w szczęściu, jako i w żałobie
Zawżdy niesiesz. Ty śmierci namniej się nie boisz,
Bezpieczna, nieodmienna, niepożyta stoisz.
Ty bogactwa nie złotem, nie skarby wielkimi,
Ale dosytem mierzysz i przyrodzonymi
Potrzebami. Ty okiem swym nieuchronionym
Nędznika upatrujesz pod dachem złoconym,
A uboższym nie zajźrzysz szczęśliwego mienia,
Kto by jedno chciał słuchać twego upomnienia.
Nieszczęśliwy ja człowiek, którym lata swoje
Na tym strawił, żebych był ujźrzał progi twoje!
Terazem nagle z stopniów ostatnich zrzucony
I między insze, jeden z wiela, policzony.

Zdanie wykrzyknikowe do mądrości, również apostrofa, jak w poprzednich trenach. Niestety, nie można kupić mądrości za żadne pieniądze. Chociaż ludzie mówią, że dzięki niej człowiek potrafi pozbyć się wszelkich żądz i problemów, frasunków – zmartwień. Mądrość nie może tylko zamienić człowieka w anioła, ale za to nie boi się zła i nie poddaje strachom. Przy niej wszystko jest fraszką, czyli błahostką, nie boi się szczęścia i żałoby, nie boi się śmierci. Bezpieczna i niezmienna zawsze jest tam, gdzie powinna się znaleźć. Dla mądrości bogactwem nie jest złoto, ale ważne dla człowieka cnoty, przymioty, cechy charakteru. Pod dachem złotym potrafi znaleźć nędznika, czyli bogacz może być nędznikiem, ponieważ jest głupcem. Ubogim ludziom daje radość z życia, jeśli tylko chcą jej słuchać. On, poeta również w nią wierzył i nabywał jej wszędzie, tracąc wiele lat swojego życia na to. Teraz jednak został strącony i wiedza/mądrość ta na nic się nie przydaje, tak jak tym ludziom, którzy jej nie mają, nie spędzili życia na zdobywaniu jej. Mimo mądrości poeta został potraktowany przez życie, jak zwykły, przeciętny człowiek. Bohaterem trenu jest Jan Kochanowski. Wyznaje w tym utworze, że mimo poświęcenia swojego życia na zdobywanie mądrości/wiedzy, pomimo całego humanistycznego zapału, z jakim chłonął wszelkie mądrości, stał się nikim. Czuje się oszukany, ponieważ zdobyta mądrość nie potrafi uzasadnić śmierci dziecka, które tak kochał. Zatem nauka i zdobywanie wiedzy jest niczym w porównaniu ze śmiercią. Wiedzy o śmierci nie da się zdobyć, a już na pewno nie można na nią wpływać. Poeta jest rozżalony na los i buntuje się przeciwko wszelkim dotychczas poznanym walorom wiedzy. Nie pomogły mu ratować córki i nie mogą wyjaśnić przyczyny, dla której ona odeszła z tego świata.

Tren X 

Orszulo moja wdzięczna, gdzieś mi się podziała?
W którą stronę, w którąś się krainę udała?
Czyś ty nad wszytki nieba wysoko wniesiona
I tam w liczbę aniołków małych policzona?
Czyliś do raju wzięta? Czyliś na szczęśliwe
Wyspy zaprowadzona? Czy cię przez teskliwe
Charon jeziora wiezie i napawa zdrojem
Niepomnym, że ty nie wiesz nic o płaczu mojem?
Czy, człowieka zrzuciwszy i myśli dziewicze,
Wzięłaś na się postawę i piórka słowicze?
Czyli się w czyścu czyścisz, jesli z strony ciała
Jakakolwiek zmazeczka na tobie została?
Czyś po śmierci tam poszła, kędyś pierwej była,
Niżeś się na mą ciężką żałość urodziła?
Gdzieśkolwiek jest, jesliś jest, lituj mej żałości,
A nie możesz li w onej dawnej swej całości,
Pociesz mię, jako możesz, a staw’ się przede mną
Lubo snem, lubo cieniem, lub marą nikczemną!

Tren rozpoczyna apostrofa do zmarłej córeczki. Poeta pyta, gdzie podziała się i w którą stronę odeszła? Czy poszła do nieba i jest tam wśród aniołów, czy została wzięta do raju? Możliwe, iż została zabrana na szczęśliwe mityczne wyspy i przez Charona, przewoźnika dowieziona na miejsce wiecznego szczęścia. Poeta pyta dalej, czy dziecko porzucając ciało ludzkie, przybrało ciało słowika, czy śpiewa tam daleko w innym świecie, jak tutaj na ziemi? Być może jest w czyśćcu, jeśli kiedykolwiek czymś zgrzeszyła. Czy poszła po śmierci tam, gdzie była zanim przyszła na świat i wprawiła w żal swego ojca? Kochanowski prosi ją o to, aby zlitowała się nad nim, gdziekolwiek jest. Jeśli nie może w takiej formie, jak dawniej, to niech chociaż we śnie przyjdzie do niego, byleby tylko mógł ją zobaczyć. Bohaterem tego trenu jest rozżalony i zapłakany ojciec. Używa tutaj niemal wyłącznie pytań retorycznych i zdań wykrzyknikowych, aby pokazać cały swój ból i cierpienie. Jest pewny, że córka odeszła do lepszego świata i chciałby mimo wszystko choć we śnie zobaczyć. Bardzo za nią tęskni i ciężko mu bez niej żyć.

Tren XII 

Żaden ojciec podobno barziej nie miłował
Dziecięcia, żaden barziej nad mię nie żałował.
A też ledwe się kiedy dziecię urodziło.
Co by łaski rodziców swych tak godne było.
Ochędożne, posłuszne, karne, niepieszczone,
Śpiewać, mówić, rymować jako co uczone;
Każdego ukłon trafić; wyrazić postawę,
Obyczaje panieńskie umieć i zabawę;
Roztropne, obyczajne, ludzkie, nierzewniwe,
Dobrowolne, układne, skromne i wstydliwe.
Nigdy ona po ranu karmie nie wspomniała,
Aż pierwej Bogu swoje moditwy oddała.
Nie poszła spać, aż pierwej matkę pozdrowiła
I zdrowie rodziców swych Bogu poruczyła.
Zawżdy przeciwko ojcu wszytki przebyć progi,
Zawżdy się uradować i przywitać z drogi,
Każdej roboty pomóc, do każdej posługi
Uprzedzić było wszytki rodziców swych sługi.
A to w tak małym wieku sobie poczynała,
Że więcej nad trzydzieści miesięcy nie miała.
Tak wiele cnót jej młodość i takich dzielności
Nie mogła znieść; upadła od swejże bujności,
Żniwa nie doczekawszy! Kłosie mój jedyny,
Jeszcześ mi się był nie zstał, a ja, twej godziny
Nie czekając; znowu cię w smutną ziemię sieję!
Ale pospołu z tobą grzebę i nadzieję:
Bo już nigdy nie wznidziesz ani przed mojema
Wiekom wiecznie zakwitniesz smutnymi oczema.

Poeta stwierdza, że żaden ojciec bardziej nie kochał swojego dziecka, nie żałował jego straty niż on. Chwali także córkę, która zaletami wzbudzała wielką radość rodziców, jak rzadko które dziecko. Urszulka była zadbana, posłuszna, zdyscyplinowana, skromna, a przy tym śpiewała, mówiła i rymowała, jakby ją ktoś tego wcześniej uczył. Potrafiła znaleźć się w każdym towarzystwie i znała konwenanse, obyczaje panieńskie. Była roztropna i poukładana, czuła i nie płakała na zawołanie, miała dobre serce, była skromna i wstydliwa. Każdego ranka najpierw modliła się, zanim pomyślała o śniadaniu. Także wieczorem modliła się przed snem, prosiła Boga o zdrowie dla rodziców. Zawsze wybiegała, choćby z najdalszych pokoi, naprzeciwko ojcu, gdy wracał do domu. Zawsze witała go serdecznie. W każdej czynności chciała pomagać, przed żadną pracą dla rodziców nie ociągała się, we wszystkim chciała im służyć. Mimo iż nie miała jeszcze 30 miesięcy, to bardzo dużo wiedział o wszystkim i świetnie sobie radziła. Być może tak obfite talenty, jakie posiadała, spowodowały jej śmierć. Poeta zwraca się do Urszuli, określając ją mianem: “Kłosie mój jedyny”, porównując ją do rośliny. Jeszcze nie wyrosła ponad ziemię, to musiał ją w niej pochować.
Grzebie wraz z nią wszelkie nadzieje, że jeszcze kiedyś, choćby przed swoją śmiercią zobaczy jej czy. Bohaterem trenu jest Urszulka. Poeta wspomina swoją córkę i wymienia wszystkie jej zalety. Przejawiała wielki talent twórczy. Mimo iż była malutkim dzieckiem, potrafiła znaleźć się w każdej sytuacji. Była dzieckiem bardzo pracowitym, próbowała wyręczać i służyć rodzicom we wszystkim. Zawsze wybiegała na spotkanie, aby powitać powracającego do domu ojca. Być może wszystkie talenty, jakie posiadała były przyczyną jej śmierci, przygniotły ją. Nie zdążyła jeszcze podrosnąć, a już umarła.

Tren XVIII 

My, nieposłuszne, Panie, dzieci Twoje,
W szczęśliwe czasy swoje
Rzadko Cię wspominamy,

Tylko rozkoszy zwykłych używamy.
Nie baczym, że to z Twej łaski nam płynie,
A także prędko minie,
Kiedy po nas wdzięczności
Nie uznasz, Panie, za Twe życzliwości.

Miej nas na wodzy, niech nas nie rozpycha
Doczesna rozkosz licha!
Niechaj na Cię pomniemy
Przynamniej w kaźni, gdy w łasce nie chcemy.

Ale ojcowskim nas karz obyczajem,
Boć przed Twym gniewem stajem
Tak, jako śnieg niszczeje,
Kiedy mu slońce niebieskie dogrzeje.

Zgubisz nas prędko, wiekuisty Panie,
Jesli nad nami stanie
Twa ciężka boska ręka;
Sama niełaska jest nam sroga męka.

Ale od wieku Twoja lutość słynie,
A pierwej świat zaginie,
Niż Ty wzgardzisz pokornym,
Chocia był długo przeciw Tobie spornym.

Wielkie przed Tobą są występy moje,
Lecz miłosierdzie Twoje
Przewyssza wszytki złości.
Użyj dziś, Panie, nade mną litości!

Poeta wypowiada się w imieniu wiernych, zwracając się do Boga. W pierwszej strofie stwierdza, iż ludzie zapominają o Nim, gdy dobrze im się wiedzie. A przecież wszelkie łaski spływają na świat dzięki Jego miłości.
Bóg jednak szybko odwraca los człowieczy, gdy widzi, jak są niewdzięczni. Dlatego poeta prosi Boga o dar skromności, aby ludzie potrafili hamować swoje żądze i rozkosz. Chciałby, aby ludzie pamiętali o Nim choćby wówczas, gdy źle im się dzieje. Prosi o kary, ale ojcowskie, kiedy przed Nim staną. Chciałby, by Bóg odrzucił złość na ludzi i srogi gniew, jak słońce roztapia śnieg. Brak łaski boskiej to już wielka kara. Poeta przyznaje, iż od wieków Bóg przyzwyczaił ludzi do swojej miłości i ona nigdy nie zginie. Stwórca nie potrafi być złym nawet na kogoś, kto przez lata grzeszył i opierał się wierze. Pozostaje ludziom wiara w boskie miłosierdzie. Na zakończenie poeta prosi Boga o litość, ponieważ bardzo cierpi. Tren został napisany w układzie stroficznym i ma charakter modlitwy. Wierni modlą się do Boga z prośbą o litość i wyrozumiałość. Pragną, aby stwórca nie gniewał się za to, iż człowiek zapomina o Nim, gdy tylko dobrze się dzieje, doznaje jakichś życiowych sukcesów i radości. Każdy powinien pamiętać, że szczęście przychodzi od Boga i jemu należy się wdzięczność. Sam brak uwagi, łaski jest już dla ludzi karą. Poeta prosi Boga o ulgę w cierpieniu.

Skomentujesz?

Kontynuując czytanie, zgadzasz się z politykę cookies na tej stronie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close