Epoki literackie, analizy wierszy, poradniki, słownik, piosenki

Analiza i interpretacja wiersza Ignacego Krasickiego “Pijaństwo”. Zobacz informacje o epoce oświecenia i biografię poety w Wikipedii.

t e k s t i n t e r p r e t a c j a
“Skąd idziesz?” – “Ledwo chodzę”. – “Słabyś?” – “I jak jeszcze.
Wszak wiesz, że się ja nigdy zbytecznie nie pieszczę,
Ale mi zbyt dokucza ból głowy okrutny”.
– “Pewnieś wczoraj był wesół, dlategoś dziś smutny.
Przejdzie ból, powiedzże mi, proszę, jak to było?
Po smacznym, mówią, kąsku i wodę pić miło”.
Satyra rozpoczyna się i jest dialogiem dwóch znajomych. Informują się, gdzie który był i skąd wraca. Pierwszy pyta, dlaczego kolega jest taki słaby, pewnie dobrze się bawił poprzedniego dnia? Faktycznie, drugi opowiada, iż rozpoczął pić na imieninach żony, następnie zdaje szczegółową relację z wydarzeń, które spowodowały jego złe obecnie samopoczucie – ból głowy i zmęczenie, wynikające z przedawkowania alkoholu – tzw. kac.
– “Oj, niemiło, mój bracie! Bogdaj z tym przysłowiem
Przepadł, co go wymyślił. Jak było, opowiem.
Upiłem się onegdaj dla imienin żony;
Nie żal mi tego było. Dzień ten obchodzony
Musiał być uroczyście. Dobrego sąsiada
Nieźle czasem podpoić; jejmość była rada,
Wina mieliśmy dosyć, a że dobre było,
Cieszyliśmy się pięknie i nieźle się piło.
Trwała uczta do świtu. W południe się budzę,
Cięży głowa jak ołów, krztuszę się i nudzę.
Jejmość radzi herbatę, lecz to trunek mdlący.
Jakoś koło apteczki przeszedłem niechcący,
Hanyżek mnie zaleciał, trochę nie zawadzi.
Napiłem się więc trochę, aczej to poradzi:
Nudno przecie. Ja znowu, już mi raźniej było,
Wtem dwóch z uczty wczorajszej kompanów przybyło.
Jakże nie poczęstować, gdy kto w dom przychodzi?
Jak częstować, a nie pić? I to się nie godzi.
Więc ja znowu do wódki, wypiłem niechcący:
Omne trinum perfectum, choć trunek gorący
Żona była bardzo zadowolona, gdy w dniu jej imienin przyszli sąsiedzi, składając życzenia. Dobrego sąsiada warto poczęstować (“podpoić”). Było dużo dobrego wina i wszyscy, pani (“jejmość”) także cieszyła się z wizyty. Gorzej było kolejnego dnia, gdy się obudził w południe. Głowa pękała mu z bólu. Żona zachęcała, aby napił się herbaty, ale nie smakowało mu. Przechodząc obok apteczki (dzisiaj – barku) poczuł zapach wódki anyżowej. Wypił trochę, ale nie pomogło. Wypił więc drugi kieliszek. Było mu raźniej. Wówczas odwiedziło go dwoje przyjaciół  (“kompanów”), z którymi pił podczas imienin żony poprzedniego dnia. Nie wypada gości nie poczęstować dobrym trunkiem. Nie wypada także poczęstować i samemu nie pić. Wypił więc wódkę, chociaż było to bolesne doświadczenie.
Dobry jest na żołądek. Jakoż w punkcie zdrowy,
Ustały i nudności, ustał i ból głowy.
Zdrów i wesół wychodzę z moimi kompany:
W tym obiad zastaliśmy już przygotowany.
Siadamy. Chwali trzeźwość pan Jędrzej, my za nim,
Bogdaj to wstrzemięźliwość, pijatykę ganim,
A tymczasem butelka nietykana stoi.
Pan Wojciech, co się bardzo niestrawności boi,
Po szynce, cośmy jedli, trochę wina radzi:
Kieliszek jeden, drugi zdrowiu nie zawadzi.
A zwłaszcza kiedy wino wytrawione, czyste,
Przestajem na takowe prawdy oczywiste.
Idą zatem dyskursa tonem statystycznym
O miłości ojczyzny, o dobru publicznym,
O wspaniałych projektach, mężnym animuszu,
Kopiem góry dla srebra i złota w Olkuszu,
Odbieramy Inflanty i państwa multańskie,
Liczemy owe sumy neapolitańskie,
Reformujemy państwo, wojny nowe zwodzim,
Tych bijem wstępnym bojem, z tamtymi się godzim –
A butelka nieznacznie jakoś się wysusza.
Przyszła druga; a gdy nas żarliwość porusza,
Pełni pociech, że wszyscy przeciwnicy legli,
Trzeciej, czwartej i piątej aniśmy postrzegli.
Poszła szósta i siódma, za nimi dziesiąta.
Naówczas, gdy nas miłość ojczyzny zaprząta,
Pan Jędrzej, przypomniawszy żurawińskie klęski,
Nuż w płacz nad królem Janem. “Król Jan był zwycięski!
– Krzyczy Wojciech. – Nieprawda!” A pan Jędrzej płacze.
Ja gdy ich chcę pogodzić i rzeczy tłumaczę,
Pan Wojciech mi przymówił: “Słyszysz waść” – mi rzecze.
“Jak to waść! Nauczę cię rozumu, człowiecze”.
Gorący trunek jest dobry na żołądek – tak twierdził – i wypił “niechcący”. Dzięki temuustały nudności, a także migrena. Gdy mieli wyjść, okazało się, iż obiad jest już gotowy. Dlatego pozostali w domu i zasiedli do stołu. Podczas rozmowy wraz z Jędrzejem chwalili zalety trzeźwości, ale wypili kilka kieliszków wina, bo dobrze się rozmawia przy kielichu wytrawnego, czystego wina. Wojciech bojąc się niestrawności, polecał wino po zjedzeniu szynki, dla lepszego trawienia. W ten sposób zaczęli pić i podawano kolejne butelki na stół. Gdy już nieco podpili, zaczęli rozmowy na temat złóż srebra w Olkuszu, a potem dotyczące wojny ze Szwedami o Inflanty, o pieniądzach pozostawionych w Neapolu i reformie państwa. Coraz bardziej pijani rozprawiają o sławnych potyczkach i bojach wojennych. Oczywiście tylko słowem: jednego wroga podchodzą, czyli walczą podstępnie, a innego napadają wstępnym bojem, wciągając w zasadzkę – rozprawiają o wojnach z fantazją i łatwością, przechwalając się. Butelka po butelce wysuszają się. Nawet nie spostrzegli, jak wypili już dziesiątą. Wówczas zaczęli rozprawiać o polityce. Towarzystwo podzieliło się na stronnictwa polityczne, zwolenników Jana Kazimierza i przeciwników. Jędrzej był stronnikiem króla, Wojciech przeciwnikiem. Kłócili się do tego stopnia, że doszło do bójki. Szlachcic/narrator tej historii i gospodarz próbował obu kompanów rozdzielić, ale wtedy Jędrzej rzucił się na niego.
On do mnie, ja do niego, rwiemy się zajadli,
Trzyma Jędrzej, na wrzaski służący przypadli;
Nie wiem, jak tam skończyli zwadę naszą wielką,
Ale to wiem i czuję, żem wziął w łeb butelką.
Bogdaj w piekło przepadło obrzydłe pijaństwo!
Cóż w nim? Tylko niezdrowie, zwady, grubijaństwo.
Oto profit: nudności i guzy, i plastry”.
– “Dobrze mówisz, podłej to zabawa hałastry,
Brzydzi się nim człek prawy, jako rzeczą sprośną.
Z niego zwady, obmowy nieprzystojne rosną,
Pamięć się przez nie traci, rozumu użycie,
Zdrowie się nadweręża i ukraca życie.
Patrz na człeka, którego ujęła moc trunku,
Człowiekiem jest z pozoru, lecz w zwierząt gatunku
Godzien się mieścić, kiedy rozsądek zaleje
I w kontr naturze postać bydlęcą przywdzieje.
Jeśli niebios zdarzenie wino ludziom dało
Na to, aby użyciem swoim orzeźwiało,
Użycie darów bożych powinno być w mierze.
Nie pomogła interwencja służby, bo obaj uczestnicy biesiady poważnie się pobili. Jędrzej uderzył gospodarza w głowę butelką. Teraz ten (opowiadający) cierpi, narzekając na nudności i bolące guzy na głowie, plastry. Pijaństwo jego zdaniem jest przyczyną utraty zdrowia (“niezdrowie”), kłótni i sporów (“zwady”), złego języka i chamstwa (“grubijaństwo”), a także nudności, podbitych oczu i plastrów – rany na ciele.Trzeźwy przyjaciel zgadza się z nim. Pijaństwo jego zdaniem jest dla hołoty (“hałastry”), dobry człowiek brzydzi się pijaństwem, alkohol niszczy pamięć, zdrowie, skraca życie a pijący tylko pozornie jest człowiekiem, upodabnia się do zwierzęcia/bydlęcia. Ludzie powinni znać miarę w piciu (“Użycie darów bożych powinno być w mierze”).
Zawstydza pijanice nierozumne zwierzę,
Potępiają bydlęta niewstrzymałość naszą,
Trunkiem według potrzeby gdy pragnienie gaszą,
Nie biorą nad potrzebę. Człek, co nimi gardzi,
Gorzej od nich gdy działa, podlejszy tym bardziej.
Mniejsza guzy i plastry, to zapłata zbrodni.
Większej kary, obelgi takowi są godni,
Co w dzikim zaślepieniu występni i zdrożni,
Rozum, który człowieka od bydlęcia rożni,
Śmią za lada przyczyną przytępiać lub tracić.
Jakiż zysk taką szkodę potrafi zapłacić?
Jaka korzyść tak wielką utratę nadgrodzi?
Zła to radość, mój bracie, po której żal chodzi.
Ci, co się na takowe nie udają zbytki,
Patrz, jakie swej trzeźwości odnoszą pożytki:
Zdrowie czerstwe, myśl u nich wesoła i wolna,
Moc i raźność niezwykła i do pracy zdolna,
Majętność w dobrym stanie, gospodarstwo rządne,
Dostatek na wydatki potrzebne, rozsądne.
Te są wstrzemięźliwości zaszczyty, pobudki,
Te są”. – “Bądź zdrów!” – “Gdzież idziesz?” – “Napiję się wódki”.
Człowiek powinien się wstydzić zwierząt, bo te jedzą i piją z umiarem. Ludzie gardzą zwierzętami/krytykują je i wywyższają się ponad nie. Większej kary i obelgi są godni właśnie ludzie, bo posiadają rozum, który zaślepiają alkoholem. Nie można wynagrodzić później krzywd, jakie wyrządziło się innym poprzez swoje pijaństwo. Picie alkoholu to nie jest przyjemność, bo wyrządza wiele szkód i żalu. Trzeźwi odnoszą większe pożytki/korzyści z życia: lepsze zdrowie, humor, pomnażają majątek, doglądają gospodarstwa, czują dostatek w domu i nie martwią się o kolejne dni.Pijący i ranny szlachcic przerywa przemowę znajomemu, odchodząc od rozmówcy. Na pytanie, dokąd idzie, odpowiada, że idzie napić się wódki. Oznacza to, iż nie słyszał lub zignorował słowa kolegi i dalej będzie szukał okazji do napicia się wina, wódki czy miodu.

Budowa wiersza

Wiersz ma budowę ciągłą, został napisany 13-zgłoskowcem z rymami żeńskimi sąsiednimi. W satyrze chodzi o ukazanie szkód wynikających z nadużywania alkoholu i zalet trzeźwości.

Pijaństwo to nadużywanie. Nadużywanie wszystkiego prowadzi do chorób – także społecznych.

Życiowe inspiracje

Nadużywanie alkoholu to temat ważny dzisiaj, ale także w oświeceniu. Na dworach szlacheckich, z reguły były to większe lub mniejsze gospodarstwa rolne, wytwarzało się napoje alkoholowe z owoców i warzyw, wódkę i miód pitny, piwo. Z powodów destylacji uważano napoje alkoholowe za “bezpieczne” – bez zarazków. Wodę w tych czasach czerpano ze studni, rzek i sadzawek – nie było wodociągów i oczyszczalni ścieków. To niosło ze sobą wiele chorób zakaźnych dla człowieka i śmierć.

Alkoholizm

Alkohol zabija

W średniowieczu miliony mieszkańców Europy zginęło z powodów chorób zakaźnych. Dlatego też ludzie bali się wody nie tylko jako napoju, ale też jako środka higienicznego – do mycia się – zob. film “Goście, Goście” (1993 r.). W okresie baroku setki i tysiące ludzi ginęło z powodu braku higieny, z powodu zarazków i chorób, podobnie było w oświeceniu. Krasicki zauważył, że alkohol staje się zagrożeniem i przyczyną choroby społecznej. Niektórzy uzależniają się od alkoholu, czyniąc z niego element tradycji. W satyrze pokazuje, iż każda okazja i święto rodzinne jest dobrym pretekstem do biesiadowanie i picia w nadmiarze. Uzależnienie od alkoholu współcześnie nazywa się alkoholizmem i jest to bardzo ciężka choroba dla pijącego i jego rodziny, dla społeczeństwa. Z satyry wynika, że ów “skacowany” lub “wczorajszy” (jak określamy zwyczajowo pijaków) szlachcic zapomniał, że istnieje takie pojęcie, jak umiar. To wszystko. Utwór nie jest krytyką polskiego “rozpitego społeczeństwa” i takie uogólnienia są nie na miejscu.

Skomentujesz?

Kontynuując czytanie, zgadzasz się z politykę cookies na tej stronie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close