epoki, analiza wierszy, słownik terminów literackich

Analiza i interpretacja wiersza Jana Kasprowicza “Dies irae” (Dzień gniewu). Zobacz informacje o epoce Młodej Polski i biografię poety w Wikipedii.

t e k s t i n t e r p r e t a c j a
Trąba dziwny dźwięk rozsieje, ogień skrzepnie, blask ściemnieje, w proch powrócą światów dzieje. Z drzew wieczności spadną liście na Sędziego straszne przyjście, by świadectwo dać Psalmiście… “Dies irae” – z łac. dzień gniewu (Sądu Ostatecznego) – pierwsze słowa hymnu śpiewanego podczas mszy żałobnej.Wiersz rozpoczyna aluzja do trąb obwieszczających koniec świata i nadejście sądu ostatecznego. “Ogień skrzepnie, blask …” to cytat z kolędy F. Karpińskiego “Pieśń o narodzeniu pańskim”(“Bóg się rodzi”). Dźwięk trąb i wizję sądu znamy już z psalmu 97 Dawida. Dzieje świata zmienią się w proch, zatrzyma się czas (Z drzew…), nadejdzie straszny Sędzia – Bóg i wypełnią się proroctwa biblijne, także św. Jana.
A ty, psalmisto Pański, nastrój harfę swoją już na ostatni ton! Grzech krwią czarną duszę plami… Bez obrońcy staniem sami – któż zlituje się nad nami? Kyrie elejson!… O Boże! Ty bądź naszą łaską i obroną! Kyrie elejson! Apostrofa do psalmisty zapisującego to, co dyktuje mu święty Duch, to już ostatnie jego zadania, bo za chwilę świat zniknie. Grzechy zostaną rozpoznane i osądzone. Ludzie staną przed Bogiem sami, bez żadnego obrońcy i nie będzie litości. Kyrie elejson/panie, zmiłuj się nad nami. Apostrofa do Boga, aby zlitował się i był pełen litości.
O Głowo, owinięta cierniową koroną, gasnącym wieki wieków spojrzyj na nas okiem! O spojrzyj na nas z tej głuszy, która swym tchnieniem głębokiem ogarnia światów bezmiary, a którą ty wypełniasz swych bólów ogromem, o Głowo, owinięta cierniową koroną. Żałobna drogo nieochybnej kary, broczącej we łzach i przy jęków wtórze w ten pozbawiony końca Pańskiego gniewu dzień, w którym w pożarach spokojnego słońca szatańskim chichotem płoną świeże, niezwiędłe róże grzechu i winy! “Głowa owinięta”… to aluzja do Chrystusa. Podmiot zwraca się do niego, aby spojrzał na ludzi z wyrozumiałością Prosi, aby Bóg/Jezus spojrzał z nieba/głuszy na bezmiar ziemski, za który cierpiał i oddał życie. Zbliża się “żałobna droga” kary, której ludzie nie mogą uniknąć. Będzie ona pełna łez i jęków, nie będzie ich końca, gdy nadejdzie dzień Pańskiego gniewu – aluzja do Armagedonu opisanego w ew. św. Jana. Tylko szatan będzie się śmiał, chichotał, a ziemię ogarnie ogień, w którym palić się będą “róże świeże” – zestawienie kontrastu, róża-> piękno i miłość, ale tutaj róża-> świeży, największy grzech i wina.
Na ich purpurze osiadł posępny i siny tej Konieczności cień, z której przepastnej głębiny, z łona, pełnego niweczących tchnień, nad boskiej woli złomem wyrosły zabójcze kwiaty w Pańskiego gniewu nieskończony dzień… Owe róże symbolizujące tutaj ludzkie grzechy położył się cieniem, przysłonił je, dzień sądu. Pada on niejako głębin wszystkiego zła, które miało wpływ na ludzkie życia. Stały się zabójcze dla ludzi w dzień sądu, przyjścia Pana, pełnego gniewu.
A Ewa jasnowłosa, matka gwiazd i ziemi, upaja się ich wonią, schylona nad niemi. Kyrie elejson! Przez ciebie w proch nicości wracają Twe światy, o Boże miłosierny, zmiłuj się nad nami! Od twego drzewa oderwany liść, pędzi duch ludzki i naprzód, i wstecz, niby garść kurzu, porwana cyklonem: przed nim i za nim płomienisty miecz iskrzy się ostrzem czerwonem; przed nim i za nim wstają z swych cmentarzy upiory wieków, naznaczone sromem winy i grzechu, i klną, i bluźnią, i płaczą, jęczą i syczą, i dyszą nieustającą rozpaczą, od szaleńczego zamierają śmiechu w ten Pańskich gniewów nieskończony dzień… Widzimy tutaj Ewę, symbol pierwszej kobiety, matki wszystkich ludzi, gwiazd i ziemi. Ona to upaja się zapachem kwiatów grzechu, ponieważ sama popełniała też grzechy. To przez nią także ten świat musi teraz cierpieć i być sądzony. Dlatego podmiot prosi Boga o zmiłowanie się nad ludźmi. Dusze ludzkie są porównane dalej do liści oderwanych od drzew. Lecą one tam i z powrotem rozwiewane wiatrem. Z grobu powstają inne dusze, zmarłych grzeszników, którzy zmarli dawno temu, ale teraz cierpią, klną i płaczą, ponieważ nadszedł dzień gniewu Boga i będzie trwał w nieskończoność.
O Głowo, owinięta cierniową koroną, Ty, co rozpierasz swej męki ogromem pierś Konieczności! O Głowo, której źrenice, jako dwie pochodnie dogasające, płoną nad krętą, pustą, nieskończoną drogą i gasną, gasną, a zgasnąć nie mogą, zawrzyj, swe oczy nad nami, nie patrz na boleść i zbrodnię!… Znowu zwrot skierowany do Jezusa, którego oczy kiedyś zamykały się z powodu męki i śmierci, ale zmartwychwstały i teraz patrzą na ludzkie postępki. Podmiot prosi Go w imieniu wszystkich ludzi, aby nie patrzył na ich grzechy i popełnione zbrodnie, czyli aby wybaczył ludziom te winy.
Jedno jest tylko w przestworzach widomem, jedno w zachodniej płomienieje zorzy nad płomiennymi falami wiekuistego Żywota i nigdy w ciemnię grobu się nie złoży, i nigdy ciężkich stóp swych nie poruszy, by iść i iść, i iść poza granice duszy – jedno jest tylko Jednem, grzmiącym miedzianą surmą archanioła ponad pokoleń pokoleniem biednem w Pańskiego gniewu nieskończony dzień: wielki, wszechmocny Ból. Tylko jedno jest pewne na świecie, jedno świeci się w gwiazdach i wzlatuje nad wiecznością (fale wiekuistego), nie może zostać złożone do grobu, ani też nie zaginie, nawet gdyby człowiek szedł długo, nie ucieknie od tej prawdy, nawet poza granice swojej duszy. Ta rozbudowana hiperbola ma uświadomić wszystkim pokoleniom, że wraz z dniem gniewu pańskiego nadejdzie wielki ból dla grzeszników.
O Boże miłosierny, zmiłuj się nad nami! Niech łaska Twoja winy nam odpuści… A ty swe skronie tul do zimnych opok, do strzaskanych grani, do sterczących smutnie nad gardłem czeluści, i płacz… Podmiot modli się do Boga o to, aby zlitował się nad ludźmi, którym pozostaje jedynie złapać się za skronie i płakać, aby pokazać swój przeogromny żal za grzechy. Być może łzy te mają zalać owe strzaskane granie, przepaście ziemskie – tak płacz ludzki musi być wielki. Być może wtedy Bóg zlituje się nad ludźmi.
Surma jęczy, surma woła! Giną w chmurach wichrów czoła; wałem mżących mgieł dokoła nieznany oddech miota, jakieś potworne, dzikie kształty tworzy i po dolinach rozpędza ich stada, i znów je skupia w przepastnej otchłani, i ku niebiosom wyrzuca ich kłąb, i w jakieś czarne rozsnuwa całuny ten niewidzialny, dreszcz budzący Tkacz, i ciężką, mokrą tą przędzą pokrywa wszystko, co jest… Surmy to trąby wojenne znane w dawnych armiach. Słychać je teraz i zwiastują nadejście sądu. Ich dźwięk i siła formują chmury w jakieś kłębowiska i rozpędzają, to zbierają je, tworząc przepaście i otchłanie, wirują one po niebie, a kieruje nimi Tkacz- Bóg, tylko On bowiem jest w stanie to czynić.
O biada!… Biada!… Pierś światów, przed chwilą tak żywa, kona pod strasznym ciężarem… Olbrzymy świerków padają strzaskane; las się położył na skalisty zrąb; węże kosówek, wyprężywszy ciała w kurczach śmiertelnych, drętwieją bezwładne; wrzos na granitów podścielisku szarem spełznął na wieki; kozice stromą oblepiły ścianę i patrząc trwożnie w bezmierny, daleki, w ten nieskończony chaos mgieł i cieni, runęły w żlebny grób… Rozkrzyżuj silne ramiona i paznokciami wpij się w twardy głaz, i odwróć oczy od onej przestrzeni, w której rozsadza horyzontów krańce ta Głowa, w cierń uwieńczona! Biada – to wykrzyknik oznaczający/wskazujący niebezpieczeństwo. Jest nim nadejście sądu, gniewu Pana. Wielki i do tej pory niewzruszony świat, teraz jęczy i ginie, łamią się drzewa, kosówki – niewielkie sosny, wrzosy – symbolizujące przyrodę, roślinność, zginą wszystkie. Podobnie kozice zebrały się całym tłumem na skałach, a potem runęły w przepaść. Podmiot zwraca się z radą do ludzi, aby rozkrzyżowali ramiona i nie patrzyli na całą tą straszną sytuację, ale wierzyli w Jezusa, który jest tutaj symbolem miłosierdzia – na nie liczą ludzie.
Nie patrz, gdzie siadła jasnowłosa Ewa, wygnana z raju na wieczysty czas, mająca zbrodnię u swych białych stóp, wieczyście żarta płomienistą żądzą winy i grzechu…O duszo, pełna miłości, a którą nieustanne szarpią niepokoje! Pańskiego gniewu zwalił się już dzień! Trombita Sądu nad tobą rozbrzmiewa piorunną mocą archanielskich tchnień w Pańskiego gniewu nieskończony dzień… Niechaj mnie sądzą, niechaj mnie karzą – tak, mnie, Adama, com na barki swoje zabrał z Ogrodu to nadludzkie brzemię przygniatającej winy i wieki wieków pnę się z tym ciężarem ku wiekuistej wyży, i zbladłą nie śmiem odwrócić się twarzą tam, ku tym zmrokom, co zaległy ziemię, tam, ku piekielnej przełęczy, na której siadła jasnowłosa Ewa z padalcem grzechu u swych białych stóp… Ludzie nie mają patrzeć na Ewę, pierwszą kobietę wygnaną z raju i targaną winą, grzechami. Apostrofa do duszy, zwrot i personifikacja oznaczają, aby uspokoić się, bo nadszedł dzień Pańskiego sądu i zeszli wszyscy archaniołowie. Teraz podmiot jest gotowy na sąd – “Niechaj mnie…” i na karę. Z pewnością podzieli los Adama, pierwszego stworzonego przez Boga człowieka, bo tak jak on zgrzeszył i ciężar grzechów go przytłacza całe życie. Owszem, pragnie teraz jak zawsze iść do nieba, wzbić się do owego raju utraconego. Boi się spojrzeć za siebie w stronę cierpienia i otchłani, gdzie jest miejsce dla grzeszników i między innymi dla Ewy z wężem – padalcem u swoich stóp. Wynika z tego, że ma nadzieję dostąpić zaszczytu życia wiecznego, czuje się lepszym niż człowiekiem niż była Ewa.
Miliardy krzyży, opromienione okręgami tęczy, z padolnych Styksów powstają głębiny w Pańskiego gniewu nieskończony dzień i rosną, rosną w jakiś straszny las, co wierzchołkami swych bolesnych drzew przeszywa wszystkie mgły i wszystkie blaski, które lśnią nad mgłami, wypływające z Wszechmocy Istnienia. O Boże miłosierny, zmiłuj się nad nami! Twojego gniewu nadszedł wielki czas, głos już zagrzmiał hiobowy, niebios walą się posowy, z owiniętej cierniem Głowy rzeką i morzem płynie ciepła krew, w rzekę i morze krwi jej ból się zmienia… W świątyni bożej zamilkł święty śpiew, już się zasłona rozdarła na dwoje, mur się już wali i skała już pęka… A krew w tych morzach, w tych czerwonych rzekach, ścięła się w ciemny lód… Kyrie elejson! Widzi miliardy krzyży w świetle tęczy, różnobarwne okrążają je światła. Dostrzega mitologiczną rzekę Styks, z której wydobywają się głębiny, otchłanie w dzień gniewu i rozchodzą się na cały świat. Tworzą dosłownie las tak straszny i wysoki, że wierzchołkami przebijają chmury i zasłaniają całe światło nieba stworzonego przez Boga. Zwrot prośby do Boga o zmiłowanie się nad ludźmi przerywa te wizje. Podmiot mówi o czasie gniewu Pana. Przypomina to biblijną sytuację, w jakiej znalazł się Hiob, stracił wszystko, a teraz ludziom świat wali się na głowy, jakby opadało niebo. Z “owiniętej cierniem” – świat zalewa krew ludzka, przybierając kształt rzek i mórz – to metafora cierpienia, jakie staje się udziałem ludzi. Tak cierpiał też ukrzyżowany Chrystus. Zamilkły śpiewy w kościołach, walą się ich mury, nie stanowią już schronienia. Były od dawna symbolem wiary i miłości, ale też służyły za miejsca schronienia wiernych przed światem. Teraz już nie są potrzebne, bo przyszedł Pan. Nawet one opływają krwią, są miejscem rozliczenia, wierzący także muszą poddać się sądowi Boga.
Ogromna, niesłychana, wiekuista męka, z nie przygasłymi oczyma, milcząca, cicha i jak zmierzch pobladła, na wklęsłych skroniach siadła, na wpółotwartych powiekach i na wydętych piersiach tych olbrzymich ciał, które do krzyży przybiła nielitościwa Dłoń… W kleszczach je swoich trzyma, wpija się w kąty ust, ramiona w kabłąk gnie dręcząca wieki niezmożona siła i jak śmiertelny szał, zastygły, skamieniały w godzinie konania, swoim ciężarem się wgniata w zwiędłe, z przepasek odsłonięte brzuchy i biodra spłaszcza, kolana rozsuwa i pokrzywione, czarne palce nóg, pokrytych siecią fioletowych żył, w zamarłych karczach wydłuża… Hiperbola/wyolbrzymienie uzyskane przez nagromadzenie przymiotników oznaczających wielkość ma uzmysłowić odbiorcy, czytelnikowi ogrom męki, jakie ma spotkać ludzi w dzień sądu, gniewu. Dłoń Pana dotknie każdego grzesznika. Potężna siła Boga niszczy wszystko, od kącików ust zaczynając, a kończąc na żyłach, bo jest w każdej żyjącej komórce.
O grozo świata! O widma, płynące w dal! – W ten przestwór ślepy i głuchy, w wilgotny, mgławy pył, w te ciemne wnętrza bezsłonecznych brył – w potworne gmachy nadszczytowych chmur! Jeszcze nie zapiał kur, a na piekielnej przełęczy, nad dnem Styksowych otchłani, siedzi pod złomem niebotycznej grani pramatka Grzechu, jasnowłosa Ewa, z gadziną zdrady u swych białych stóp. Kyrie elejson! Straszny przed nami otworzyłeś grób… I płyną, płyną te milczące krzyże razem z ruchomym, wielkim trzęsawiskiem, które swą rdzawą kałużą oblewa męczeńskie drzewa. Wszystko, co było dalekiem i bliskiem, co opadało w niedojrzaną głąb i w niedojrzane wznosiło się wyże, teraz tym wielkim, grząskim bagnem płynie w Pańskiego gniewu ostatniej godzinie… Kyrie elejson! Wykrzyknik podobny do “Biada!” zatrważa czytających dalszą wizją cierpienia. Podmiot widzi widma odlatujące w dal i przenikające wszystko, nawet mgły i chmury. Jeszcze nie minął dzień sądu i podmiot widzi gdzieś w oddali Ewę, pierwszą grzeszną osobę. Podmiot zwraca się do Boga, który roztoczył przed ludźmi wielki grób, w który wpadają krzyże symbolizujące ludzi, jest ich bardzo dużo. Wszystko, co kiedykolwiek uniosło się w powietrze, a także wszytko, co spadło pod ziemię, teraz staje przed Panem i zdaje sprawę ze swego życia.
Światy pochłania nieprzebyty muł, światy, od bożych odepchnięte bram. A spod korzeni jadowitych ziół, spod kęp sitowia i trzciny, i traw, z rowów, przepadlisk, wądolców i jam, pokrytych opałowym szkliwem zgniłych wód, zaczyna wypełzywać żmij skłębiony płód: czarne pijawki, zielone jaszczury wiją się naprzód wpław i oplatają kręgami śliskiemi męczeńskich krzyży smutne miliardy, z bagnistej wyrosłe ziemi, zapadłe w bagnisty kał… I oto głowy swoje, dziwne, ludzkie głowy, świecące trupim tłuszczem zżółkłych, łysych czół, o szczękach otulonych kłębem czarnych bród, kładą na łonach tych pomarłych ciał… I skośne, mętne oczy podnoszą do góry ku ich schylonym skroniom… I biodra opasawszy w lubieżnym uścisku, zwilgotniałymi usty szepczą im słowa rozpusty… Muł wypełniający świat może symbolizować niechęć do przeciwstawiania się grzechowi. Dlatego grzesznicy zostali odepchnięci od raju i Pana. Z różnych miejsc, korzeni, sitowia, trzciny i trawy, rowów i jam wypełza teraz “żmij skłębiony płód” – może to symbol właśnie grzechu ludzkiego. Wyrosły z ziemi i oplatają cały świat, a teraz giną w bagnie i kale. Wizja – trupich czaszek przypomina Śmierć z “Rozmowy Mistrza Polikarpa ze Śmiercią” – odpychający wizerunek. Widać sterty trupów i pochylone nad nimi chodzące trupy. Słowa rozpusty to metafora zaproszenia w objęcia śmierci.
O Boże miłosierny, zmiłuj się nad nami! W królestwie Śmierci staje nagi szał. W niedoścignionym błysku tchnienie żywota przenika to, co od wieków zagasło… W Pańskiego gniewu ostatniej godzinie krew świeża płynie z odrywających się od krzyży rąk, z odrywających się od krzyży nóg… I Głowa, owinięta cierniową koroną, ta Głowa, która przestwór wypełnia bezbrzeżny, podnosi ciężkie powieki i patrzy… Jakaż to orgia dzika! Jakiż to chaos mąk! Kyrie elejson! Idą na się zmartwychwstali, ogniem wojny świat się pali, tłumy w krwawej brodzą fali! Adamie potępiony, zwróć się z strasznych dróg! Zawiśnij na swym krzyżu, sterczącym w niebiosa, i nie patrz, gdzie w spokoju Ewa jasnowłosa, piekielny zająwszy próg, do rozpustnego przytula się gada! Inwokacja do Boga to prośba o miłosierdzie. Dalej mowa o królestwie śmierci, która spersonifikowana szaleje w swoim makabrycznym tańcu. Strumieniami płynie krew – symbol ludzkiego życia. Patrzy na to wszystko Chrystus. Zmarli powstają z grobów i idą jedni naprzeciwko drugich, całe tłumy zakrwawione i szalejące. Podmiot wzywa Adama, to symbol człowieka grzesznego, aby nie patrzył na Ewę – jakby próbując oskarżyć go o cierpienie umierających ludzi właśnie za ów grzech pierworodny, jaki stał się udziałem pierwszej pary ludzkiej.
O biada! – Idą na się zmartwychwstali – w oku mściwy skrzy się gniew, rozpaczy kurcz wypręża rozchylone wargi, kroplisty pot oblewa policzki zapadłe, kudły włosów zlepia gęsta krew. Z wyciem hyjen, z rykiem lwów, z psów szczekaniem, z rżeniem koni, które cugli nie zaznały, łkając, jęcząc, grożąc, klnąc, poszarpane miecąc skargi, pędzi tuman ludzkich żądz. Przerażający opis powstałych z grobów zmarłych, którzy są trupami z licznymi wadami w postawie. Idą także zwierzęta z wielkim hałasem, wyciem i skowytem. A wszyscy rozpychają się, klną i skarżą na swój los.
Ten upada, ten się broni, temu dłoń ścisnęła krtań, ten się w swojego brata paznokciami wrył, a tamten zęby szczerzy, poszarpawszy ramię, a ten olbrzyma ręką pochwycił dwie nogi i rozdarł na dwie szczypy tułów Heraklowy, i w ciemną rzucił bezdeń, w Sądu straszną noc… A z parą szklanych, martwych kul, rozsadzających oczodoły, biegnie bez końca, bez końca, bez końca, gnając przed sobą bratobójczy huf, niemy i głuchy Strach… Tłumy zmarłych. Jedni upadają, inni depczą po trupach i krzywdzą zdeptanych. Gdzieś pojawia się wielki silny człowiek przypominający Herkulesa, ale też ginie w rzece śmierci. Za tłumami ludzkich trupów podąża strach, wszyscy są przerażeni.
Zakryj błędne źrenice, ścigany Adamie! Nad tobą tam! u szczytu złocistowłosa Ewa! Jej grzechu ciężar zgniótł cię, stanąłeś w pół drogi! Zakryj błędne źrenice i na wieki wieków rzuć się w przepastny żleb!… Enoch i Eliasz z proroczymi księgi przyszli obwieścić szalonemu światu Pańskiego gniewu moc. Lecz nim zdołali rozedrzeć swój płaszcz, nim głos wytrysnął z przepełnionych łon, padli w zamęcie spadających gwiazd, zgaśli jak słońca, na to wzniecone w przedpoczątkach bytu, ażeby zgasły… Amen. Szum się wielki stał dokoła, kiedy surma archanioła na Ostatni Sąd zawoła. Głos rozlega się ponury, jak grzmot leci złotopióry, z dolinami równa góry. Drży strwożona światów dusza, a on głębie mórz wysusza. Kości wieków w grobach rusza. Gwiazdy z orbit wytrąciła archanielskiej trąby siła, już rozwarła się mogiła. Idą na się zmartwychwstali, ogniem buntu świat się pali, tłumy w krwawej broczą fali. Z wyciem hyjen, z rykiem lwów, łkając, jęcząc, grożąc, klnąc, pędzi tuman ludzkich żądz… Zwrot do Adama ma znów przypomnieć wagę grzechu pierworodnego. Wspomnienie dotyczy też proroków Enocha i Eliasza, którzy zapowiadali w swoich księgach nadejście sądu. Nie do wszystkich jednak dotarło ich przesłanie. Teraz jest już na to za późno, bo słychać trąby archanioła, a te zapowiadają nadejście Pana. Pod wpływem dźwięku cały świat, doliny, dusze, morza, góry, groby, gwiazdy – zaskakuje wizja nadejścia sądu.
A On, potężne Łono przepotężnych łon, Jasność jasności, Zmrok zmroków, Łaska łask i gniewów Gniew, stanął nad skonem Żywota i rękę położywszy na głowie Boleści, na niezmierzonej, cierniem opasanej Głowie, wypełniającej wszechświatów przestwory, rozpoczął Sąd. Biją pioruny, a nad pioruny idzie Jego zew! Ogrom bytu błyskawic wszystkich nie pomieści, a Jego światłość złota strzela nad pełnię, nad ogniste łuny błyskawicowych potoków… Mamy tutaj opis Boga jawiącego się jako potęga największa z potęg. Od Niego zależy łaska dla ludzi i życie wieczne, On to wskazaniem ręki może wstrzymać lub zwiększyć ból. Właśnie zaczyna sąd nad ludźmi. Jest potężniejszy niż gromy niebios i strzela ponad światem.
Czym jestem wobec Ciebie, ja, com z rajskich włości zabrał z sobą, wygnaniec, tę łamiącą winę i teraz ginę, od Wschodu do Zachodu tułacz nieszczęśliwy, pod nieuchronnych wyroków w początkach dnia i nocy wzniesionym obuchem?! Stopę swoją złożyłeś na pokoleń grzbiecie i sądzisz! Kyrie elejson! Płaczów i jęków słuchasz nie słyszącym uchem i sądzisz! Kyrie elejson! Na mękę wieków patrzysz nie widzącym okiem i sądzisz! Kyrie elejson! Niewiasta z rozpaczliwym krzykiem rodzi dziecię, Ty duszę jego grzechu oblewasz hyzopem i sądzisz! Kyrie elejson! Wicher idzie po rozdrożach westchnieniem głębokiem, ku Twojej wyży modlitwy niesie krwawe, przybite do krzyży, Ty sądzisz! Kyrie elejson! A kto mnie stworzył na to, ażebym w tej chwili, odziany potępienia podartą żałobą, kawałem kiru, zdjętym z mar Twojego świata, wił się i czołgał przed Tobą, i martwym, osłupiałym z przerażenia okiem strasznego Sądu wyławiał płomienne, świat druzgocące rozkazy? A kto mi kazał patrzeć na te czarne głazy, rozpadające się na gruz pod mocą Twojego gniewu, przeraźliwy Boże – na głazy te, gdzie straszny owoc Twego drzewa, złocistowłosa Ewa, do piersi pierś padalca tuli obnażoną?… Poeta zastanawia się nad sobą i widzi dokładnie teraz swoją małość. Wydaje się, iż jego autodiagnoza dotyczy wszystkich ludzi. Z kolei teraz ukazuje całą potęgę sądzenia i proces sądzenia przez Boga. Nikt i nic temu sądowi nie ujdzie. Ukazuje Boga jako giganta stojącego nad malutkimi istotkami ludzkimi i sądzącego ich postępki, postępki pokoleń: płacze, jęki, męki, rodzenie – ocenia wszystko i jest obojętny wobec cierpienia. Niektóre dusze polewa hyzopem, lekarstwem – ale je także sądzi. W Jego stronę płyną wszystkie modlitwy kierowane przez ludzi. Peta stawia też pytania retoryczne co do swojego stworzenia, to Bóg go wszak stworzył, aby teraz on mógł być świadkiem wizji końca świata, aby mógł patrzeć osłupiałym wzrokiem na cały ten świat zakrwawiony sądem Boga i dał świadectwo prawdzie.
O Głowo, przepasana cierniową koroną!… Któż się nad dolą zlituje sierocą, nad moją dolą, której, Boże, Twe ręce, z kajdan nie wyzwolą? Kyrie elejson! Patrzaj!… Kyrie elejsonl Ona swą białą dłoń kładzie na jego skroń – na trupią, zapadniętą, zżółkła skroń zleniałą… Kyrie elejsonl I podczas gdy swe Sądy sprawiasz Ty, o morze niewyczerpanych gniewów, ona swym okiem patrzy w jego oczy – omdlewającym okiem! Kyrie elejson! Jej nagie uda drżą, palcami rozczesuje złoto swych warkoczy i falą złocistych włosów osłania jego nagość i pieści, i pieści ustami czerwonymi bladość jego ust. Kyrie elejson! Wężowe jego kręgi opasują biodra rozlubieżnionej Boleści, a ona, wyprężywszy swe rozpustne ciało, nienasyconym oddycha pragnieniem. Kyrie elejson! Na łonie jej spoczęła czarna, lśniąca broda rozpalonego Szatana, co świat umierający okrył swoim cieniem, a ona, w zbrodniczych pieszczot rozdawaniu szczodra, zamknęła w drżące go biodra, w nabiegłe żądzą ramiona… Kyrie elejson! Mą duszę pali wieczna, nie zamknięta rana! Któż mi lekarstwo poda? Ojcze rozpusty! Kyrie elejson. Nic, co się stało pod sklepem niebiosów, bez Twej się woli nie stało! Kyrie elejson! O źródło zdrady! Kyrie elejson! Przyczyno grzechu i zemsty, i rozpaczy szaleńczego śmiechu! Kyrie elejson! Znów podmiot zwraca się do Chrystusa, aby prosić o wstawiennictwo. Przypomina w modlitwie grzech pierwszych ludzi, Adama i Ewy. Ich akt miłosny i zdrada Boga były złe, ale przecież nic nie dzieje się w świecie bez zgody Najwyższego, zatem i grzech pierworodny także.
Sądź, Sprawiedliwy! Krusz światów posady, rozżegnij wielki pożar w tlejącej iskierce, na popiół spal Adama oszukane serce i płacz! Z nim razem płacz, kamienny, lodowaty Boże! Niech Twa surma przeraźliwa echem płaczu się odzywa nad pokosem Twego żniwa… Dwujęzycznego smoka, Szatana o trzech grzbietach zwalczył w wielkim boju archanioł pański, Michał, i zginął w otchłani. Amen. I stał się koniec świata… O chwilo spokoju! Zgasł płomienny głos proroka i wieczności noc głęboka nieprzejrzaną jest dla oka. Podmiot wzywa Boga, aby sądził i kruszył ten świat w pożarze i płaczu ludzkim. Nazywa Boga kamiennym i lodowatym, co może być rozumiane jako oskarżenie Boga o cierpienie ludzi, grzechy i karę, sąd, jaki Bóg nad ludźmi sprawuje. Jest tu mowa o smoku i wspomnienie św. Michała jako symbolu walki człowieka ze złem. Koniec świata z kolei jawi się tutaj jako zakończenie całego procesu wygasania świata i wieczności. Ludzkie oko nie jest w stanie tego dostrzec, ponieważ zapada zmrok.
A ja, wygnaniec z Raju, tułacz nieszczęśliwy, zesłany, aby konać, na te ziemskie niwy, i patrzeć, jak pod złomem niebotycznej grani, usiadła matka Śmierci, Ewa jasnowłosa, pieszcząca węża Grzechu, posyłam w niebiosa, opadło nad wieczności tajemniczym mrokiem, to moje wiekuiste, nieprzebrzmiałe: Amen! Amen! W umarłych bytów milczeniu głębokiem, słychać jedynie Amen, moje straszne Amen. O Boże miłosierny, zmiłuj się nad nami! Kyrie elejson! Przede mną przepaść, zrodzona przez winę, przez grzech Twój, Boże!… Ginę! ginę! ginę! Amen. Poeta/podmiot ujawnia swoją obecność, stosując zaimek w 1 os. l.p.. Określa siebie mianem wygnańca z raju, tułacza zasłanego i skazanego na powolne ziemskie konanie. Jego Amen – niech się stanie – to wyraz zgody na świat taki, jaki jest ze Śmiercią i Ewą. Znalazł się w potrzasku i ginie, ale ma świadomość, że tego właśnie życzy sobie Bóg – “przez grzech Twój, Boże!” – mówił już wcześniej, iż grzech jest też tworem Boga, stworzył On nie tylko dobro, ale i zło.
A cóż powstanie ponad nicościami, gdzie ongi były światy i Ja, w chęć życia bogaty, a dziś w umarłych postawiony rzędzie? Niech nic nie będzie! Amen! Bo cóż być może, jeślim ja zaginął?… Na wszystko mrok nicości nieprzebyty spłynął Amen. Pytanie retoryczne o sens ludzkiego życia i cierpienia, o to, co powstanie po śmierci i sądzie. Poeta wypowiada życzenie, aby nic już nie było po nim – Amen – to potwierdzenie słów. Cóż go obchodzi, co po nim nastanie, wszystko pokrył mrok.

Grzech i śmierć wymyślił także Bóg, znał konsekwencje tego dla ludzi

I jeszcze…

Wiersz przedstawia tragiczny obraz Sądu Ostatecznego podobny do kręgów Piekła Dantego w “Boskiej komedii”. Wszystkie obrazy tej tragedii, świat zalany krwią, cierpieniem, jękami, otchłanią, miliardami trupów są straszne. Być może spełniają rolę hiperboli służącej temu, aby wskazać, że to nie śmierć, jak w “Rozmowach Mistrza Polikarpa…” lecz Bóg jest sprawcą tego kataklizmu – przecież to On stworzył dobro, więc i zło także, jest stwórcą wszystkiego. Dobrze wiedział zatem, jaki będzie Jego człowiek: niedoskonały. Musiał więc założyć, iż “trzeba będzie złych ludzi karać”, “pospadają głowy”…  Kierując się logiką: Bóg stworzył świat i bez Jego decyzji nie może nic się stać. W związku z tym wezwanie: “Sądź, Sprawiedliwy!” i inne tego typu mają zabarwienie ironiczne. Ich zadaniem jest ukazanie Boga jako tyrana, który wygnał ludzi z raju, a potem zesłał na nich ogrom cierpienia. Przyjdzie też czas na sąd ostateczny i nikt się nie ostoi. Wyznanie podmiotu lirycznego to chwila zwątpienia w miłość Boga do ludzi…

Tak między nami…

Droga do El Dorado

Droga do El Dorado

W bajce “Droga do El Dorado” (El Dorado – złoto) dwaj przyjaciele Tulio i Miguel przybyli przypadkiem do legendarnego Złotego Miasta. Żyjący tam Indianie pierwszy raz zobaczyli białych ludzi i z miejsca nazwali ich bogami, na których czekali od pokoleń… Ludzie stworzyli i nadal tworzą sobie różne oblicza Boga. Raz przypisują Mu cechy pozytywne, innym razem pretensji nie ma końca. Z reguły pojawia się ich natłok, gdy coś nam w życiu nie wychodzi i odczuwamy brak szczęścia, bezsens istnienia czy tragedię. Co na to wszystko Bóg? Milczy.

Obraz zagłady świata podczas Sądu Ostatecznego u Kasprowicza jest bardzo sugestywny i okrutny. Ma bardzo wiele wspólnego ze średniowiecznym i renesansowym obrazem piekła, biblijną przestrogą dla ludzi, aby wierzyli, wypełniali przykazania, bo konsekwencje ich nieprzestrzegania będą dla ludzi koszmarne. Takie przedstawianie kary za grzechy było przed 1000 laty i miało za cel czynienie świata lepszym. Podobnie dzisiaj ludzie wierzą, że zło wyrządzone innym za życia zamyka bramy raju każdemu grzesznikowi. Z jednej strony wierzymy, my, ludzie, że Bóg jest miłością, a z drugiej strony potrafimy Mu przypisywać zachowania sędziego tak okrutnego, jak tylko okrutny potrafi być…??? człowiek właśnie. W mojej prywatnej ocenie wszystkie literackie kreacje Boga i próby dyskusji z Nim mają służyć wzmocnieniu wiary, pozbyciu się strachu przed śmiercią lub też są dzieleniem się cierpieniem z innymi – wołaniem o ratunek. Bunt wobec Boga ma sens tylko jako poszukiwanie drogi do Niego.

Swoistą formą pychy człowieka jest przewidywanie i ocena zachowania Boga. Tak się składa bowiem, że wiara zaczyna się tam, gdzie ludzki umysł może tylko spekulować, stawiać hipotezy.

Ponadto pamiętajmy, że sprawy religii są sferą intymną człowieka i każdy ma prawo do tej intymności. Ma też prawo do wyrażania się poprzez sztukę, która nie jest dogmatem i dogmatów nie uznaje.

REKLAMA

2 odpowiedzi na „Dies irae”

  • Tak, to jest strona autorska i można ją cytować w prezentacji. Autor artykułu jest podany w stopce przy prawach autorskich.

  • Czy to jest strona autoryzowana? bo z tego co wiem tylko wtedy mogłabym ją użyć w prezentacji …
    Z góry dziękuje za szybką odpowiedź ;)

Dodaj komentarz


Reklamy Prolink: